Książka o (prawie) strasznych pociągach, czyli ,,Demon ruchu i inne opowiadania" Grabińskiego oraz nie taki kosmiczny raj - "Pradyzja" Zajdela
Demon ruchu i inne opowiadania - Stefan Grabiński
To było moje pierwsze spotkanie z Grabińskim i prawda jest taka, że ta książka zainteresowała mnie tylko i wyłącznie przez motyw pociągów. Skoro w realu raczej taką maszyną nie pokieruję, to sobie chociaż poczytam. I lubię też horrory. Może być lepsze połączenie? Nie. Ale... No właśnie, mamy ALE. I jest nawet ALE do tego ALE.
Miałam trudną relacje z tymi opowiadaniami. Przez pierwszą połowę byłam skłonna wystawić dość niską ocenę, nawet wahałam się nad DNF, ale od drugiej połowy zbiór wyraźnie wstał z kolan, chociaż dalej nie na tyle, żeby wystawić wysoką ocenę.
Nie odmówię autorowi miłości do kolei, która przemawia przez treść części opowiadań, ale niestety muszę stwierdzić, że historie związane z tą tematyką (bo nie wszystkie takie były) były najsłabsze i nie zestarzały się najlepiej. Faktycznie gatunkowo pasuje to do horroru, ale czy są to jakieś szczególnie niepokojące czy przerażające treści? Nie bardzo. Dalej moim głównym zarzutem wobec nich są słabe zakończenia, które albo mi trochę nie pasowały do całości, albo nagle ucinały historię w kompletnie niesatysfakcjonujący sposób. Pod kątem języka też nie czytało się lekko. Przez to wszystko przebrnięcie przez całość trwało bardzo długo, bo jak staram się doceniać książki z leniwą akcją, tak jednak lubię jak jakaś akcja faktycznie jest, szczególnie przy tego typu gatunkach.
Więc można zapytać, czy te opowiadania mają chociaż treść, która ukrywa przesłanie czy skłania do przemyśleń? Też niespecjalnie.
A dla miłośników kolei to będzie super lektura? Może? Lubię kolei, ale nie czułam szczególnej ekscytacji. Opowiadanie o żonie, która zdradza męża w pociągu z innym facetem nie zakwalifikowałabym do opowiadań kolejowych tylko dlatego, że akcja dzieje się w wagonie. Do grozy zresztą też nie.
I tu, całe na biało, wchodzą opowiadania kompletnie z koleją niezwiązane.
Problemat Czelawy czy Szalona zagroda (to drugie trochę mi się skojarzyło z „Lśnieniem” Kinga) były jednymi z ciekawszych opowiadań i jednymi z tych, które można dopisać do gatunku „groza”. Jednak całość obu ucierpiała na braku budowania napięcia i dość słabym utrzymaniu tajemnicy dla czytelnika, więc człowiek nawet nie zdążył się poczuć wystarczająco zaciekawiony, a dowiadywał się prawdy bez fajerwerków wokół. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że autor generalnie w tym zbiorze miał często problem z budowaniem napięcia w swoich historiach.
Kochanka Szamoty, W domu Sary, a szczególnie Pożarowisko to dla mnie top 3, która uratowała honor całości, bo i pomysł bardzo dobry na formę opowiadania, i była groza, i wzbudzało ciekawość, i dobre tempo, i technicznie też zdecydowanie lepiej. Pożarowisko dobrze się sprawdziło w tej formie, ale bardzo chętnie przeczytałabym coś takiego jako pełną powieść. W wielkim skrócie historia dotyczy ziemi, gdzie każdy kto się pobudował, został dotknięty przez pożar i jedna rodzina postanawia udowodnić, żyjąc tam, że to zwykłe brednie.Nastawiałam się pozytywnie na fajną lekturę, ale musiałam sporo przemęczyć, żeby dotrzeć do ciekawej treści. Jeżeli wrócę kiedykolwiek do tej książki, to tylko do opowiadań, które tu pochwaliłam i, które, no cóż, z pociągami związane nie są.




Twórczość Grabińskiego i Zajdla wciąż przede mną, ale z Grabińskim zamierzam zmierzyć się jeszcze w tym roku.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem Twoich wrażeń z Grabińskiego - a co masz dokładnie na oku? :D
Usuń