Małe podsumowanie stycznia

Zwiedzając internety przypadkiem odkryłam coś, co nazywa się "japanese dorodango", czyli cytując ładnie wikipedie "sztuka wyrabiania charakterystycznych kul z mieszaniny wody i różnych sypkich substancji (najczęściej ziemi)" - moja wewnętrzna kamieniara wpadła w absolutny zachwyt i teraz koniecznie pragnę wypróbować nowe hobby jak najszybciej, chociaż obecnie szczególnie na oku mam zimną porcelanę, tworzenie domowego papieru, glinę z fusów kawy i, uwaga uwaga, zrobienie zakwasu, żeby zrobić chleb na zakwasie. 😂

*****************************

Skończyłam szampon do włosów w ramach moich poszukiwań szamponów, które moje włosy polubią i w ramach, nazwijmy to, mojej bardziej świadomej pielęgnacji (przetłuszczająca się skóra głowy, włosy rzadkie i cienkie, niefarbowane) - tym razem był to Saint Éternité. Nie umiem oceniać kosmetyków, więc skrócę opinię do najważniejszych dla mnie aspektów: miałam wydajniejsze szampony, w myciu wydawał mi się wręcz za łagodny, przetłuszczania nie poprawił, ale krzywdy też mi nie zrobił w porównaniu z niektórymi polecanymi i popularnymi szamponami, które wysuszały mi włosy. Ponownie nie kupię, ale nie uważam, że jest tragiczny. Po prostu kolejny produkt przez moją czuprynę nielubiany. 

*****************************

Siłownia 2026 Edition można uznać za rozpoczęty - trochę obawiałam się jak mi będzie szło po takiej 3-tygodniowej przerwie i z zysku 20% siły zejdę na -40%, a jednak forma tak chętnie mnie nie opuszcza. Ręce dalej mam słabe i byle jaki chłopaczek będąc na siłowni pierwszy raz w życiu będzie mieć na start większe ciężary niż ja, ale mogę sobie chociaż łechtać ego patrząc na nogi. Na suwnicy przekroczyłam już ciężar swojej wagi o 15 kg i to w sumie pierwszy sprzęt, na którym mi się to udało. Jednak żeby nie było aż tak różowo, to mówię o suwnicy poziomej, a nie o suwnicy, gdzie dokłada się talerze, bo od razu mam w głowie filmiki z ludźmi, co za bardzo prostowali kolana i wygięły się one w drugą stronę. No ale siłowniowny challenge na 2026 rok to: więcej martwych ciągów, suwnica na talerze i solidne wzmocnienie przedramion.  

Ludzi na pewno jest ciągle więcej niż normalnie lecz nie aż tyle, żeby nie było na czym ćwiczyć. Oczywiście nie brakuje osób, którzy ćwiczą w proporcjach: szybkie 10 powtórzeń i 10 minut przerwy na telefonie, ale to raczej zjawisko całoroczne. 

I swoją drogą staram się wiernie trzymać robienia owsianek do pracy jako moje śniadanie. Mam stały skład, do którego przez jakiś czas sypałam też białko, ale konsystencja robiła się nieprzyjemnie kleista. Ostatecznie chyba ma to jakieś pozytywne efekty, bo jak ostatnio ciągle zaczynałam ćwiczenia na siłowni ze wzdętym brzuchem, tak teraz ten problem ustał.  Kupiłam też kolagen w rozpuszczalnych tabletkach. Wiem, że to dość kontrowersyjna sprawa, bo jeden rabin powie "To nic nie daje, scam!!", a drugi rabin powie "U mnie działa!!". Postanowiłam przekonać się sama.

Moją obecną świętą trójcą jest: białko OLIMP Pro Whey Shake, które po zmiksowaniu z mleczkiem naprawdę smakuje jak shake, a to już generalnie moje drugie opakowanie. Wcześniej czekoladka, teraz wanilia. Niestety białko zmieszane z wodą nie nadaje się dla mnie do spożycia. KFD Premium Creatine - kreatynka i tym razem postawiłam na naturalny smak, bo miałam dość tych smakowych. Niektóre smakowe były dobre przez pierwszy tydzień, a jeślibym miała spożywać to samo jeszcze przez kolejny miesiąc, to bym się chyba porzygała. A jeśli chodzi o kolagen to postawiłam na Allnutrition Collagen-Beauty.

*****************************

Z Wybrankiem obejrzeliśmy serial Fallout. Nie będę się tu teraz nad nim specjalnie rozpisywać, bo przed nami jeszcze drugi sezon, ale bardzo nam się podoba. Dawno tak ciągiem nie oglądaliśmy serialu. I oczywiście walczymy z dziką ochotą, żeby nie zagrać w Fallout 3 (chociaż za mną chodzi bardziej New Vegas, ale i tak żadnego nie przeszłam, więc wszystko jest dla mnie nowe). Jedyny problem z Fallout 3 jest... no cóż... nie działa na win 10. XD

Z mojej gamingowej piaskownicy jestem zachwycona, że MaSzyna wyszła w końcu na steama. Jest to jeden z moich ulubionych symulatorów prowadzenia pociągów, chociaż pewnie połową lokomotyw dalej nie potrafię jeździć. Będąc na takiej fazie kupiłam świeżo na promocji SimRail, który też za mną chodził od dłuższego czasu, a dodatkowo na allegro zdobyłam pudełkowe Trainz Railroad Simulator 2006. Ta gra ma dla mnie wartość szczególną, bo to była moja pierwsza w życiu pociągowa gra, w której przepadłam na wiele godzin. Kiedyś na pewno poświęcę jej tu post na blogu. 

Inną starą grą z dzieciństwa, którą też zdobyłam i rzadko można ją znaleźć w normalnej cenie jest Dino Island. Zapisała się w mojej pamięci przez to, że oferowała coś wyjątkowego - pozwalała na krzyżówki międzygatunkowe i tworzenie dziwnych mieszańców (więc w sumie mało etyczne eksperymentowanie hehe). Też na pewno kiedyś tu o niej opowiem. 



Poświęciłam też w styczniu dużo czasu ETS2 i ATS. Jak zazwyczaj nie kupuję nowych dlc na premierę i czekam na promocje, tak tym razem zrobiłam dla obu gier wyjątek, bo postanowiłam, że wezmę udział w eventach na World of Trucks, które pojawiają się w związku z nowym krajem czy stanem. Tym razem były to dlc Nordic Horizons oraz Louisiana. Mogę więc pokazać moje "achievements" za ukończenie zleceń (przy okazji z tymi za święta i Halloween 2025, bo kto mi zabroni). 






Komentarze