Uszata Biblioteczka #2 - Dwie nieudane książki psychologiczne, jedna nieudana fantastyka, nieudany Light out i udany Przeklęty Królik.
Po latach unikania odważyłam się sięgnąć po dwa nowe dla siebie gatunki: książki psychologiczne i erotyki. Udało mi się też skończyć Króla Demona, którego męczyłam od dawna, mimo że czytało się w większości przyjemnie. Powiem szczerze, że myślałam, że wyjdę z tej czytelniczej serii znacznie bardziej zadowolona, ale jak widać po tytule - niekoniecznie. Chciałam skończyć jeszcze jedną książkę przed tym postem, ale i tak te moje opinie są dość długie.
Lights Out - Navessa Allen
Nie sięgam po erotyki, a już na pewno nie sięgam na poważnie. Ale opis mnie nawet zaciekawił, a potrzebowałam czegoś lekkiego do słuchania w formie audiobooka. Właściwie nie miałam specjalnych oczekiwań, ale było znacznie gorzej niż nawet przypuszczałam, że będzie. SPOILERY.
Wiecie za co ta książka na start powinna dostać 1 gwiazdkę i ani jednej więcej? Za przedstawienie seksu analnego bez lubrykantu jako świetny pomysł (kobiece płyny działają przecież tak samo xD),bo główna bohaterka jest przecież taka mokra, że takie drobiazgi są niepotrzebne.
Niestety nie zrobiłam licznika na „wygięcia pleców w łuk” (a szkoda), ale wyłapałam przynajmniej dwa „jak kotka w rui” i przynajmniej cztery „wejść po same jaja”. Generalnie poziom napisania całej tej książki brzmi strasznie amatorsko i płytko i zdecydowanie przydałaby się tu solidna korekta. Jestem się gotowa założyć, że lepszy poziom językowy reprezentują niejedne fanfiki.
Ach, te przebiegłe sztuczki naszej parki zakochanych: „Teraz odkryję kim jesteś!” „haha! Przewidziałem to! Pa tera!” wokół czego kręci się połowa książki. I to jak czytają sobie nawzajem w myślach praktycznie za każdym razem strasznie rzuca się w oczy. Na sam koniec lektury zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie mają żadnych wspólnych zainteresowań. Łączy ich tylko seks, nic poza tym, no może oboje lubią koty. Ale nie mają nawet podobnych hobby, nie wiedzą jak druga osoba lubi spędzać czas, nie wiedzą co druga osoba lubi jeść, nie znają żadnych podstawowych informacji o sobie po tygodniach znajomości, nawet gdy już są oficjalnie parą. Nie wymieniają się poglądami, mają jakieś dwie poważne rozmowy o swojej przeszłości, ale normalnie w ich konwersacjach nie ma żadnej głębi poza wychwalaniem swojej fizyczności pod niebiosa. Powiem więcej – gdy w epilogu minęły już kolejne miesiące, to dalej wygląda to dokładnie tak samo.
Główna bohaterka i tak dość długo myślała względnie trzeźwo, tylko tych elementów trzeźwości nie praktykowała zbyt często. Ale może faktycznie jest cały czas kotką w rui, więc sytuacja dynamicznie się zmienia i parka przechodzi do intymnych zbliżeń dość szybko. Jedyną zaletą, jaką w niej widzę, to to, że nie jest to typ kobiety takiej biednej, drobniutkiej, niewinnej i wiecznie wystraszonej, a byłam pewna, że tak będzie.
Stopień krindżu wysoki. Jak próbowałam sobie wizualizować te pikantne sceny, to miałam problem z ocenieniem prawdopodobieństwa, czy w ogóle część z nich jest fizycznie możliwa. Siedzenie okrakiem na kimś z jednoczesnym: używaniem wibratora między nogami partnerki, trzymaniem szyi i ssaniem sutków, wydaje się piekielnie niewygodne.
Żebyście też mogli poczuć częściowo mój krindż podzielę się cytatami:
„Twoim pierwszym prezentem będzie ten naszyjnik, o który błagałaś” - Co? Myśleliście, że faktycznie chodzi o jakiś wisiorek? O nie, nie, nie, chodzi o naszyjnik w stanie ciekłym i barwie białej. Żeby nie było, nie uważam takich aktywności normalnie za coś złego, ale żeby to napisać do swojej książki, to warto po paru miesiącach przeczytać swój własny tekst jeszcze raz i się poważnie nad nim zastanowić.
„Podniosła się na palcach, złapała mnie za szyję i wtuliła twarz w moją pierś, biorąc tak głęboki oddech, że jej boki wcisnęły się w moje bicepsy” – jak GŁĘBOKI trzeba mieć oddech, żeby wbijać się w bicepsy?? I to facetowi znacznie wyższemu od niej??
Josh twierdzi, że dobrze, że Aly przyzwyczaiła się do „tamtego ogromnego wibratora”, bo twierdzi, że jest większy od niego. Wysoko się cenisz, Josh i jakoś ci nie wierzę.
Josh ma nawet nakreślone ciekawe backstory, ale autorka daje mu jakieś dziwne przemyślenia jak na dorosłego, dojrzałego faceta i jakoś niespecjalnie przemawia do mnie wytłumaczenie jego współlokatora. Ale czyta się całkiem zabawnie chwile, jak Josh okazuje się być jakimś arcymistrzem hakerstwa, bo potrafi się włamać w 5 sekund WSZĘDZIE. No, chyba że hakowanie ma być głównym elementem sceny akcji, to jednak Josha interesuje czy komputer ma hasło, jaki ma firewall i że sprawa może być jednak problematyczna. Już wiesz, że autorka nie ma w sumie o tym pojęcia, więc pisze mocno ogólnie i nie próbuje pogłębiać tematu. Wiem, wiem, to ma być książka o pikantnych scenach, ale nie sposób nie zauważyć tej opisowej biedy, gdy chodzi tak naprawdę o cokolwiek innego. Niemal wszystkie rzeczy są nazywane ogólnikami, nic nie ma swojej nazwy.
Wybielanie zachowań Josha też jest absurdalne. Współlokator Tyler usprawiedliwia go i nazywa konieczność obserwowania najbliższych mu osób poprzez: włamywanie się, zostawianie kamer, podglądanie bez wiedzy domownika albo przez podglądanie przez kamery gdziekolwiek indziej… DZIWACTWEM.
Czy muszę komentować scenę z wkładaniem sobie rękojeści noża? Muszę?
„Nóż zdecydowanie różnił się od wibratorów, do których byłam przyzwyczajona” CO TY NIE POWIESZ, ALY, NIEMOŻLIWE.
Do 50% książki czytało się krindżowo, ale w miarę szło, potem zaczęło się robić nudnawo i historia kompletnie zmieniła tor. Gdyby nie audiobook, to czytanie znacznie by się przeciągnęło, o ile bym nie rozmyślała już porzucenia. Tak szczerze to ten cały wątek mafii był znikąd (może w następnych częściach wróci i odegra ciekawszą rolę?) i był pójściem najłatwiejszą ścieżką fabularną, żeby bohaterowie wyszli bez szwanku z ciężkiej sytuacji i żebyśmy mogli znowu wrócić do pikantnych scen. Już bym chyba wolała, żeby Josh jeszcze jako tajemniczy facet w masce, znowu jeździł samochodem i pisał Aly śmieszne napisy na mapie. Jak już chcieliśmy się uprzeć na motywie włamywania się, to też można było to przeciągnąć, żeby sygnały zostawiane przez faceta w masce były bardziej subtelne, częstsze, ale autorka nie wiedziała pewnie czym by upchnąć fabułę w między czasie. Myślę, że może i perspektywa Josha też trochę to wszystko psuła, bo nie było dla nas żadnej tajemnicy.
Jedyną mocną postacią w tej historii był kot.
Ocena: 1/10
Król Demon - Cinda Williams Chima
To jedna z książek z mojej półki wstydu, ktora bardzo długo czekała na swoją kolej i bardzo długo była czytana. Chciałabym kontynuować tę serię (dla Hana), ale nie wiem jak prędko to nastąpi, bo kompletnie nie mam chemii z tą serią.
Jest to książka napisana lekko, dużo lżej nie zakładałam, bo przy fantasy zazwyczaj nastawiam się na dużo dużych opisów świata, ale tu jest to w miarę skondensowane do tego, co musisz wiedzieć na teraz i przejście do akcji rozdziału. Co nie zmienia faktu, że ten styl nie jest w żaden sposób charakterystyczny. Nie wyróżnia się niczym. Mógł jakiś edytor zasugerować autorce, że warsztat pisarki warto polepszyć. Książka cierpiała nieco na ekspozycje w dialogach, a rzuca mi się to w oczy, jak ludzie, którzy tam żyją, nie znają podstawowych historii swojego świata. Zdarzały się też dość typowe sceny z filmów romantycznych, czyli poślizgnięcie się i PRZYPADKOWE wpadnięcie w ramiona obiektowi swoich uczuć.
Raisa jest i jednocześnie nie jest typową księżniczką. Tak, ma syndrom „jestem inna niż wszystkie”. Ma w sobie nieco królewskiej arogancji, myśli często tylko o sobie i ma przy tym swój młodzieżowy bunt. I ma dość wąskie horyzonty. Czy będzie nas denerwować czy nie, to zachowuje się całkiem adekwatnie do swojego wieku z dodatkowo podrasowanym ego. Nie nienawidziłam jej postaci, ale od drugiej połowy książki szybko zaczynała tracić moją sympatię. Jakimś cudem autorka napisała zdecydowanie ciekawszą postać męską, czyli Hana, niż ją. Nie obchodziło mnie, że Raisie się podoba jakiś chłopak, a potem inny, ale w sumie myśli o tamtym. Nie po to to czytałam.
Można więc łatwo wywnioskować, że Hana lubiłam bardziej niż Raisę. Jednak autorka kompletnie nie potrafiła zbudować wokół niego tajemnicy. Tak naprawdę niemal od początku domyślałam się o co z tym Hanem chodzi i autorka nie próbowała robić nic, żeby stworzyć pozory, że jest inaczej albo robiła to bardzo nieudolnie.
Książkę i tak czytało mi się ciężko, musiałam się zmuszać, żeby ją czytać i nie miałam problemu, że ją przerwać w losowej chwili.
Autorka miała dziwną koncepcję do najwyższej władzy – cała książka skupiła się na urodzinach Raisy i nie jest wspomniane kompletnie nic, co obecna królowa i król zrobili dla swoich ludzi i czy w ogóle planują cokolwiek robić. Oni nie rządzą, tylko po prostu są. Bardziej się zachowują jak szlachta pod królami niż królowie i ciężko ich traktować poważnie. Gdzieś się w tle przetaczają międzynarodowe problemy, ale bardziej po to, żebyśmy wiedzieli, że coś tam się święci i może w następnych tomach dowiemy się co wybuchnie.
Królowa… no cóż, istnieje, a król to nawet nie drugoplanowa, tylko trzecioplanowa postać, która sobie po prostu podróżuje i handluje (serio nie ma ludzi od tego i nie może rządzić razem z królową oraz zajmować się córką?) albo siedzi u klanów. Czarownicy wyraźnie nie szanują władców albo to raczej władcy pozwalają się pomiatać przez czarowników. A to, że jeden z nich całuje Raisę na oczach wściekłego ojca, z którym przed chwilą się kłócił, gdzie chodziło o jej bezpieczeństwo i generalnie łamanie prawa, to była skandaliczna scena. Generalnie wątek życia tej arystokracji nie był specjalnie ciekawy i zdecydowanie bardziej interesował mnie wątek Hana, jego bransolet, naszyjnika i tajemniczych zabójstw. Krótka geneza Króla Demona była ciekawsza niż cały wątek arystokracji w tej książce.
Autorka stworzyła społeczeństwo, gdzie to królowa jest tak naprawdę najważniejsza i to córka jest prawdziwą dziedziczką. I super, rzadko się zdarza, więc to świetna okazja, żeby pokazać ciekawe kobiece postaci u władzy, prawda? No nie, autorka ukazała to w naprawdę najgorszy możliwy sposób, z którego wynika, że w sumie nie potrafią rządzić, są na pokaz i są kukiełkami czarodziejów. Matka Raisy ma dosłownie zero charakteru, zero charyzmy i zero autorytetu.
Klimat świata sam w sobie – jest lekki. No są tam jakieś brutalniejsze sceny, ale w ogólnym rozrachunku wszystko jest takie dość mdłe. Brakowało jakiegoś mięsa, mocnego plot twistu… Han i jego perspektywa nie podołały, żeby zrobić jakiś mocny kontrast. I co gorsza, czuję w powietrzu trójkąt miłosny, który mam wrażenie, mało kogo tak naprawdę będzie obchodził.
Nie jestem źle nastawiona do YA, a ta książka nie jest dla mnie nawet takim chamskim YA, ale może jednak nie jest to gatunek dla mnie? Zdecydowanie lepiej mi się czyta „dorosłe” fantasy z cięższymi tematami i znacznie cięższym klimatem.
Po ostatnich 100 stronach przelatywałam oczami i wyłapywałam istotne dialogi i akcje. I nie, to że książka jest wstępem do serii, to nie znaczy, że ma się tam nie dziać nic istotnego, bo w takim przypadku mogę sobie przeczytać streszczenie albo posłuchać omówienia fabuły, a czytać zacznę od następnego tomu.
Więc na razie do serii nie mam zamiaru wracać.
Ocena: 3/10
Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię - Ewa Wądołowska
Zdecydowałam się na ten tytuł losowo z jakąś nadzieją, jak samej sobie udzielić wsparcia. Pierwsza książką psychologiczna jaką przeczytałam (przesłuchałam) i mam dwa wnioski: nie dowiedziałam się zbyt wielu nowych rzeczy, których bym nie wiedziała wcześniej z internetu lub sama bym nie doszła do takich wniosków. Mogę potwierdzić, że obserwowanie lasu, ognia czy wody działa uspokajająco. I dieta i ruch też są bardzo ważne. Ale też dobrze było posłuchać o wspomagających przyprawach, witaminach czy ziołach, mimo że o większości też już wiedziałam.
Jednak niektóre wcześniej podane przykłady są dla mnie dziwne.
- dość jednostronne podejście do przejścia w tryb online w czasie pandemii. Nie neguje negatywnych skutków, ale myślę, że jednak niejedna osoba (w tym ja) była zadowolona, że mogła pospać dłużej, nie marnować czasu na dojazdy albo nie musiała na żywo oglądać ludzi, których nie cierpi.
- kłótnie i potem poważna rozmowa z mężem, bo jest urażony, że nie ma codziennie gotowanego obiadu, bo kobieta się skupiła na samorozwoju. XD Generalny zamysł, żeby rozmawiać bardzo słuszny, ale ten przykład mnie okropnie rozbawił. Poza tym jak rozmawiać? Powiedzieć, że spokojnie i bez pretensji, to też potrafię.
- nienawidzę tekstu, że trudne czasy tworzą silnych ludzi bla bla….
- przykład, gdzie tak naprawdę mało ludzi może się z tym utożsamić. Kobieta siedzi w domu, nie musi pracować i odczuwa lęki. No ok, nie jest to nic dziwnego. Ale mało kogo w tym kraju to dotyczy, większość kobiet musi jednak pracować, bo albo jedna wypłata to za mało albo są samotnymi matkami. Tylko łatwo takim powiedzieć, że mają niespełnione potrzeby samorozwoju.
- myślę, że w książkach tego typu, które powinny być względnie neutralne, warto się wstrzymywać od tekstów w stylu „gdyby [pacjentka] przyszła DO MNIE…”
- przykład z apple… Nie wyobrażam sobie, żeby wielkie korporacje martwiły się negatywnymi opiniami swoich produktów dopóki zgadzają się pieniądze. Plus tam za wszystkim stoi sztab ludzi, a nie ja jedna, więc jak mam się z tym utożsamić w swoich blokadach i perfekcjonizmie?
- myślałam, że współcześnie odchodzimy od podejścia „no może twoi rodzice są nie w porządku wobec ciebie, ale zobacz jakie mieli ciężkie życie”. Dzięki, od razu mi łatwiej wybaczyć wszystkie docinki w moją stronę i brak pełnego zaufania wobec nich.
Jak przestać się martwić i zacząć żyć - Dale Carnegie
Przeklęty królik - Bora Chung
Najlepszymi opowiadaniami z tego zbioru są dla mnie zdecydowanie: Przeklęty Królik, Głowa i Cieleśnienie. Nie ma co ujawniać zbyt dużo fabuły. Są po prostu cudowanie absurdalne i mroczne. Na pewno sobie kiedyś do nich wrócę i żałuję, że cała książka nie utrzymała tego klimatu.
Potrzask też był ciekawym i bardzo mrocznym kawałkiem opowiadania, które fabularnie sięgnęło po dość tradycyjny motyw ukazywania skutków ludzkiej chciwości. Muszę przyznać, że miejscami czytało się trochę niekomfortowo, szczególnie gdy działała wyobraźnia, ale nie traktuję tego jako wadę.
Z drugiej strony „Blizny” były opowiadaniem dla mnie zdecydowanie najsłabszym – fabuła była mocno średnia, nie działo się dla mnie tam nic specjalnego, głównego bohatera nie lubiłam, za dużo niedopowiedzeń, a końcowy plot twist bardzo mnie zawiódł. A po tej końcówce wręcz nie zrozumiałam sensu całej tej historii, ale może coś jakimś cudem przeoczyłam?
Pozostałe opowiadania w kompletnie różnych klimatach – od androidów do fantasy, były po prostu ok. „Władca wiatru i piasku” to mocno zmarnowany potencjał, który też mi zostawił pewien niesmak, bo to kolejny przykład, że forma opowiadania dla niektórych fabuł jest bardziej szkodliwa. Historia napisana zdecydowanie za krótko nie miała szans rozwinąć skrzydeł, gdzie zresztą też ważny był motyw chciwości, ale tutaj ze szczerą miłością w tle.
Ogólnie polecam, chociaż nie będę ukrywać, że gdyby książka składała się tylko z tych „ok” opowiadań, to ocena byłaby znacznie niższa.
Borę Chung czytałam po angielsku, pisałam o tym TUTAJ.
OdpowiedzUsuńZ psychologicznymi poradnikami jest tak, że autor musi się wstrzelić w to, co chcemy usłyszeć - jak się ze wszystkim zgadzamy, entuzjazm gwarantowany. A prawdziwe leczenie problemów psychicznych odbywa się w gabinetach.
Widzę, że masz podobne odczucia do "Blizn". Wielka szkoda, bo jak widziałam jak długie jest to opowiadanie, to myślałam, że mnie całkiem powali na kolana.
UsuńTeż prawda, chociaż nie ma co ukrywać, że w tego typu książkach też zdarzają się głupoty.
Z tej całej literatury jeszcze najprędzej złapałabym za książki psychologiczne. Jednak tak naprawdę nie ma tu niczego dla mnie.
OdpowiedzUsuńJa liczę trochę, że trafię na książkę psychologiczną, która otworzy mi oczy na kompletnie nowe rzeczy, których nie wyczytam z google czy nie dowiem się od AI...
UsuńAle nie fart. Tyle książek z takimi słabymi ocenami... Może poświęc więcej czasu na wybór :)
OdpowiedzUsuńKróla Demona to kupiłam z 2 lata temu i byłam pewna, że mi się spodoba. xD
UsuńTen królik mnie w sumie tylko zainteresował.
UsuńDo opowiadania Blizny widzę mieszane opinie, więc Tobie może podejdzie :)
Usuń"Przeklęty królik" mnie zaciekawił. Zapiszę sobie ten tytuł. :)
OdpowiedzUsuńOby się spodobało! Pozdrawiam :)
Usuń"Przeklęty królik" mnie zaciekawił. Zapiszę sobie ten tytuł. :)
OdpowiedzUsuń