Uszata biblioteczka #1 - mangowy oneshot, Holocaust F, Fight Club i Joyland
Opinie o książkach pojawiają się w pierwsze kolejności na moim lc/goodreads. :)
Fukushuusha Kokona-chan - Satou Suzu
Na początek coś ultra luźnego. Dawno nie czytałam żadnego oneshota, więc z polecenia sobie zerknęłam. To było ekstremalnie szybkie 27 stron. Główna bohaterka chce zemścić się na chłopaku, który ją porzucił, więc dołącza do klubu tenisowego w nadziei, że jej się uda wdać w bardzo bliskie kontakty z jego męską częścią. Fabuła oczywiście bazuje na dwuznacznościach, ale ostatecznie jest dość wholesome. Mogłoby być więcej takich scenek sytuacyjnych.
Ocena 6/10
Holocaust F - Cezary Zbierzchowski
Na pewno jeszcze sięgnę po coś od tego autora, bo już od dawna mam upatrzone choćby „Requiem dla lalek”, ale styczność z Holocaust F nie uważam za specjalnie udaną. Na pewno zaletą był dla mnie cyberpunkowy klimat, który bardzo lubię oraz ciekawa kreacja świata. Język całościowo też całkiem ładny, chociaż niezbyt lekki. Mogłabym powiedzieć, że zaletą była jej długość, ale jednak po przeczytaniu całości uważam, że to treści bardziej zaszkodziło.
Pewna tajemnica, która dość mocno mnie zainteresowała i byłam pewna, że wokół tego będzie się wszystko kręcić, została wyjaśniona zdecydowanie za szybko i też nie bardzo mi się podobało, jak to zostało napisane. Tak dość płytko? Leniwie? Autorowi chyba bardzo zależało na szybkim przejściu do potyczek, których szczerze mówiąc nie czytało mi się za dobrze. Uważam, że zdecydowanie ciekawsze byłoby rozwiązywanie wątku tej tajemnicy i autor powinien przyłożyć do tego znacznie więcej uwagi. Ale właściwie ta tajemnica nie wydawała się mieć kolosalnego znaczenia dla całości fabuły, a szkoda. Bez niej byłoby po prostu parę stron mniej.
Same potyczki były dla mnie strasznie chaotyczne. Bitwy pełne HASEŁ czy to sprzętów, androidów, rebeliantów, imion naszych sojuszników… Coraz ciężej mi było to ogarnąć w głowie, uporządkować i sobie wyobrazić. Za dużo tak naprawdę mało znaczącej treści w obliczu 301 stron. Jak wspominałam: rzucanie w nas hasłami i zanim w ogóle przetworzysz to w głowie i zakodujesz, dostajesz kilka kolejnych nowych haseł. Część rzeczy jest wyjaśniona, część nie, a gdy coś jest wyjaśnione, to i tak masz poczucie, że brakuje ci informacji. Po całej tej książce generalnie mam wiele pytań, na które powinna być udzielona tam odpowiedź.
Ostatnią część tej historii czytało mi się najgorzej i zeszłam przez nią jeszcze bardziej oceną w dół. Punkt kulminacyjny minął już dawno i nie czułam takiej potrzeby czytania dalej ani nie miałam poczucia że historia zmierza w jakimś konkretnym kierunku. Przelatywałam ostatnie 2-3 rozdziały oczami, chyba że wyłapałam coś ciekawszego. Tutaj też mogę określić to wszystko słowem CHAOS. I zero satysfakcji oraz uczucia, że było warto czytać.
Ocena: 4/10
Fight Club - Chuck Palahniuk
Miałam trochę dylemat jaką wystawić ocenę. Jest to na pewno książka napisana całkiem lekko, rozdziały są krótkie, więc czytało się ekstremalnie szybko. Narracja pierwszoosobowa jest tutaj naprawdę przyzwoita.
Myślę, że niejedna osoba w jakimś stopniu utożsami się z głównym bohaterem i jego myślami. Fabularnie obserwujemy proces upadku, próby walki, a potem narodzenia się na nowo, ale w dość mocno niekonwencjonalny sposób. Uważam, że kryje się w tym jakaś krytyka społeczeństwa i zasad? Frustracja życiem i monotonną codziennością? Problem z docenieniem tego, co się ma, gdy cię to unieszczęśliwia? Walka przede wszystkim z samym sobą? Każdy może sobie interpretować jak chce. Czuć, że to nie jest książka typowo rozrywkowa, ale jednocześnie nie wpycha ci na siłę do głowy głębokich mądrości i nie próbuje być śmiertelnie poważna.
Film, mimo że go bardzo lubię, trochę zabrał mi z przeżywania tej historii, bo znałam już mniej więcej przebieg całości i główny plot twist, ALE końcówka jest inna. I moim zdaniem w książce zdecydowanie lepsza, chociaż pod kątem reszty treści możliwość obejrzenia tych scen na ekranie, zrobi lepsze wrażenie. Jestem jednak przekonana, że byłabym naprawdę emocjonalnie zaangażowana, gdybym żyła w nieświadomości, o czym jest cała fabuła. Czuję też, że jest to „męska” książka, chociaż nie umiem wyjaśnić dlaczego.
Kiedyś do niej wrócę. Jeśli ktoś nie miał do czynienia ani z filmem, ani z książką, niech lepiej najpierw przeczyta książkę.
Ocena: 8/10
Joyland - Stephen King
Joyland to zdecydowanie jedna z tych książek Kinga, którą czytało mi się najlżej. Wprawdzie, jak to u autora bywa, wstępy są dość rozwleczone, tak tutaj niespecjalnie mi to przeszkadzało i po prostu płynęło się przez tę treść. Pisana lekkim piórem i krótkimi rozdziałami, jest świetnym wyborem na czytanie w transporcie publicznym.
Mimo wszystko nie powiedziałabym, że to horror, a bardziej thriller i dramat z wątkiem paranormalnym. Nie jest to jednak z mojej strony jakiś wielki zarzut, patrząc, że całość treści była angażująca i przyjemna. Jedynie wątek medium wzbudza we mnie dość mieszane uczucia, bo z jednej strony był niezbędny dla fabuły w tej formie, ale z drugiej nie czułam jego wagi? Bardziej był to wątek poboczny niż jeden z głównych. Za to ten wątek kryminalny był bardzo fajny i trochę żałuję, że na niego nie został położony większy nacisk.
Historia jest spokojna – nie ma co dwie strony wielkiej akcji, nie ma milionów plot twistów. Właściwie jest dość smutna, szczególnie gdy przeczytasz całość. Można też powiedzieć, że to trochę opowieść z kategorii „efektu motyla”, ale z jego jasnej strony. Głównego bohatera polubiłam, a nawet powiem więcej: wszystkie postacie były w porządku. Są wystarczająco nakreślone i wiemy o nich tyle ile potrzebujemy.
Jakbym miała polecić komuś coś od Kinga na start i ta osoba nie oczekuje wybitego horroru, to Joyland by był jednym z moich poleceń.
Ocena: 7/10
Jej, zaciekawiłaś mnie tym "Fight Clubem", choć czytam zupełnie inne książki :D Wybieram raczej lekką prozę z wątkami psychologicznymi. Jakoś tak najlepiej pdpoczywam przy takich książkach ;)
OdpowiedzUsuńJa też mam swoją książkową "strefę komfortu" , ale chcę się zmotywować, żeby z niej wychodzić. :D Ale Fight Club to akurat nie ten przypadek - lubię takie pokręcone książki. :D
UsuńCiekawy miks tytułów:-) Widać, że nie ograniczasz się do jednego gatunku. Doceniam też, że piszesz szczerze bo takie opinie są o wiele bardziej pomocne niż same zachwyty.
OdpowiedzUsuń