Puchaty seans #2 - film Together, Silent Hill, drugi sezon TLOU, Wielki Marsz i dwa anime


Together (2025) - największy błąd jaki można wobec tego filmu popełnić to to, mimo że to body horror, ocenianie go jedynie w kategoriach "straszny/niestraszny". Film próbuje poruszać poważniejsze tematy, dla przykładu toksyczność związku, jednak jednocześnie dla mnie nieco zbyt płytko, żeby wysunąć z niego jakieś głębsze wnioski bez sporej ilości dopowiedzeń.

W kontekście body horroru wypadł moim zdaniem średnio, a niektóre karykatury wyglądały bardzo tanio niczym z pierwszych filmowych horrorów. Miał w sobie trochę czarnego humoru, który był nawet zabawny, ale miał dalej też dość niepokojące sceny, gdzie nawet się wzdrygnęłam. Film jest oryginalny i ma pomysł na siebie. Obawiałam się, że będzie rozkręcał się dość długo i topornie, ale wciągał całkiem szybko.  

Oczywiście nie zabrakło irracjonalnych zachowań bohaterów i nie mówię tym razem o konieczności chowania się czy uciekania. Lekki spoiler! Facet, ewidentnie chory, przylazł spory kawał na piechotę do szkoły, gdzie pracuje jego partnerka i ona zamiast trochę go otrzeźwić i pomóc wrócić do domu, bez wahania idzie z nim do toalety uprawiać seks. 

Dawka świeższego powiewu w kinie, ale nie powiedziałabym, że zapisze nam się w głowie na lata.

Ocena: 6/10


Wielki Marsz (2025) - książkę czytałam już daaaawno temu, ale pamiętam i widzę,  że mi się bardzo podobała, a przynajmniej moja ocena 4/5 na goodreads jest wystarczająco sugestywna. Film jednak nie sięga książce nawet do pięt. 

Relacje między bohaterami są pokazane słabo i płytko, zero chemii. Nawet ci nie żal jak ktoś umiera, bo z nikim się nie zżyjesz. Główny bohater, jakkolwiek kontrowersyjnie to nie zabrzmi, ma niezbyt przyjemną aparycję (a na pewno nie wygląda na takiego, co jest fizycznie przygotowany na taki spacerek na śmieć i życie) i nie ma takiego "main character energy" + w filmie nie ma dziewczyny w porównaniu z książką. I nie wygląda na 16 lat, które miał kanonicznie. Zakończenie też jest inne i moim zdaniem zdecydowanie gorsze, a postacie nawet nie wyglądają tak, jakby szli bez przerwy tyle kilometrów. Zabijanie czy ostrzeżenia też wydawały się nie działać wobec wszystkich tak samo. Dość nudny film, brak umiejętności budowania napięcia i wydaje się być robiony mocno po taniości. Nawet ciężko mi znaleźć jakieś zalety i bardziej czuję, że zmarnowałam 2 godziny swojego życia. No, może muzyka była ciekawa. Lepiej sięgnąć po książkę i tylko książkę, która przede wszystkim wnikała w głowę bohatera i jego myśli,  czego film nie potrafi oddać. Jestem pewna, że gdybym odświeżyła lekturę teraz to lista zarzutów wobec ekranizacji byłaby znacznie dłuższa i może się kiedyś skuszę na taki post. Zmarnowany potencjał.

Ocena: 2/10


Silent Hill (2006) - nie grałam i nie oglądałam pełnej rozgrywki z serii, ale mniej więcej kojarzę interpretacje symboliki z części 2. Lore filmu nie jest takie w 100% jak lore oryginalne, chociaż część potworów pasowała, ale większa część była dodana raczej tylko przez wzgląd na fanów i kultowość tych potworów. Niestety film, we własnej wersji fabuły, nie wyjaśnia ich genezy, czym były lub co symbolizują. Lubię jednak atmosferę tego filmu, lubię pomysł na fabułę. Muzka, z tego co wiem, jest wzięta z gier i nie muszę chyba mówić, że pasuje doskonale. Oczywiście nie jest to wybitne dzieło kinematografii, ale wróciłam do niego po latach z przyjemnością i jak na adaptacje gier, jest to moim zdaniem dalej jeden z lepszych przykładów. 

Ocena: 7/10





The Last of Us sezon 2 (2025) - cierpliwie czekałam aż Wybranek przejdzie TLOU part 2, żebyśmy mogli wziąć się za serial. W pierwszy sezonie byłam w stanie przeżyć Belle Ramsey jako Ellie, ale w drugim sezonie, strzelam, że scenarzyści, kompletnie popsuli tę postać. Gdy w grze Ellie dźwiga na plecach pragnienie zemsty, złość i rozpacz, co po niej widać przez cały czas, w serialu zachowuje się, jakby to była wycieczka na wesołą przygodę. Albo moment, gdy po torturach w grze Ellie była wyraźnie straumatyzowana, mimo że to ona była oprawcą, a w ekranizacji nie wydawała się tym specjalnie przejmować. 

Tutaj też bardzo rzucało mi się w oczy, że Bella Ramsey wydaje się mieć bardzo ograniczoną mimikę twarzy. Dina jest za to tak inna, że można powiedzieć, że to kompletnie nowa postać, chociaż nie jest to wielki zarzut z mojej strony, bo szczerze mówiąc nie zostanę wielką zwolenniczką ani jednej, ani drugiej. Nie jestem też fanką rozwiązania, gdzie perspektywę Abby zobaczymy dopiero w następnym sezonie, ale żyję nadzieją, że to trochę ten serial uratuje. Spodobała mi się postać Isaaca i to, że dostajemy i pewnie jeszcze dostaniemy kawałki jego przeszłości. Ale scena gdzie Ellie trafiła na wyspę Blizn tylko po to, żeby po chwili wrócić gdzie chciała trafić, nie miała kompletnie sensu? Po co? 

Twórcy na pewno wzięli sobie do serca zarzuty z poprzedniego sezonu, że było za mało zombie, więc dla naszej satysfakcji rzucają całe hordy w momentach, gdzie w grze tych hord nie było. Dali nawet całą sekwencje oblężonego zam... to znaczy Jackson. Niespecjalnie to oblężenie mnie interesowało i nie sądzę,  że dla fabuły będzie to mieć większe konsekwencje. Za to z plusów mamy na szczęście postać Jessego. To jedyna słuszna postać tego sezonu i jedyna, poza Joelem, którą lubiłam.

Mimo istniejących zalet pierwszy sezon bardziej mi się podobał, ale dalej TLOU uważam za jedno z najlepszych zombie uniwersów.

Ocena 2 sezonu: 5/10


Chainsaw man (2022) - bardzo, bardzo wizualnie mi się podobało. I animacja i kreska to absolutny top. Pomysł na główną fabułe i koncepcja świata też zdecydowanie trafia w moje gusta, mimo że główny bohater jest... no, powiedzmy sobie szczerze, lekko głupkowaty, ale znając jego przeszłość ma to nawet sens. Plus dalej jest bardzo młody i rządzą nim trochę hormony, czyli mówiąc w skrócie: jest po prostu horny, co odczuwamy przez cały sezon. Z drugiej strony nie da się ukryć,  że to jednak dość cringowy humor, który nie każdemu podejdzie i po którymś razie przestaje to śmieszyć. Ale na pocieszenie reszta postaci ma zdecydowanie głebsze backstory i lepsze motywacje niż seks. Anime krwawe, brutalne i zdecydowanie dla dorosłych.
Mimo wszystko do przeczytania mangi zostałam zachęcona.

Ocena: 8/10




Tonari no Seki-kun: The Master of Killing Time (2014) - ot proste komediowe anime, gdzie odcinek trwa z 7-8 minut. Fabuła polega na tym, że jest dziewczyna, która ma w klasie kolegę obok swojej ławki, a on znajduje różne dziwne zabawy, żeby zleciał mu czas na lekcjach. I tyle. Tak wyglądają te odcinki. Różne sytuacje są wyolbrzymione do granic możliwości, ale można się zaśmiać. Nie jest to jakieś głębokie anime z głęboką fabułą, niesamowitym love story i z wybitną kreską, więc jak ktoś szuka czegoś prostego i mało wymagającego, to będzie to w porządku wybór. 


Ocena: 6/10





Komentarze

  1. Szczególnie przy „Wielkim Marszu” mocno przebija frustracja i szczerze, przy takiej adaptacji trudno się dziwić, jeśli książka zrobiła większe wrażenie.

    Najciekawsze jest chyba to, jak różnie te tytuły wypadają w zależności od tego, czy mają dobrze napisane postacie — bo nawet przy słabszej fabule da się coś uratować, jeśli bohaterowie „niosą” historię. A tam, gdzie tego brakuje, od razu wszystko siada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie jedna z najgorszych ekranizacji Kinga, ale też myślę, że w przypadku Wielkiego Marszu trzeba mocno się postarać, żeby ta ekranizacja była udana. Ta historia jest nietypowa sam w sobie

      Usuń
  2. Jakoś tak się złożyło, że nie oglądałam tych produkcji, ale trzeba będzie coś obejrzeć :) Dzięki za inspirację! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby jak najwięcej tytułów Ci się spodobało!

      Usuń
  3. Silent Hill oglądałem (nie grałem) bardzo dawno temu i mi się nawet podobał.

    TLOU sezon pierwszy obejrzałem. Za drugi się wezmę jak się będę bardzo bardzo nudził.

    Ciekawy ten "Together". Ja wierzę, że w ostatnich latach horrory są coraz bardziej ambitne - a przynajmniej mniej głupkowatę. Możliwe że obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wyszła chyba w zeszłym albo w tym roku nowa ekranizacja SH, ale już się zdążyłam nasłuchać jaka jest zła. :D

      Może Tobie drugi sezon TLOU podejdzie, bo myślałam, że ludzie przesadzają, ale jednak ciężko mi się z nimi nie zgodzić.

      Na pewno Together jest bardzo specyficzny - ale zgadzam się, że twórcy horrorów zrobili się ostatnio bardziej kreatywni.

      Usuń

Prześlij komentarz