I po świętach...
Ostatni tydzień tuż przed świętami był dla mnie strasznie nerwowy, a w pracy wyjątkowo ludzie działali mi na nerwy. I zdecydowanie praca nie pomaga mi w walce z prokrastynacją, a wręcz dokłada do niej swoją cegiełkę - z niemal każdej pierdoły robi się proces wydłużony na ile się da, ja muszę czekać, poprawiać... i moja wena do pracy mija, nakładają się kolejne sprawy i wszystko idzie mi ciężej. Też normalnie tego nie robię, ale wzięłam troszkę pracy do domu, bo potrzebuję ciszy i spokoju, żeby policzyć pracowe rzeczy.
Od kilku lat święta wielkanocne nie kojarzą mi się z niczym specjalnie pozytywnym po wielkiej awanturze w domu i generalnie nic mi tak nie obrzydziło jakichkolwiek świąt jak moja rodzina, ale na temat cyrków w tych czterech ścianach musiałabym poświęcić całą długą serię postów. Są tu nawet motywy niczym z Sekretów rodziny (odnaleziona po latach (nie moja) siostra!). Generalnie moje relacje z bliskimi już od lat nabierały dystansu i niespecjalnie mi zależy, żeby to zmieniać. Chyba po latach się przyzwyczaiłam i jakakolwiek zmiana wydaje mi się nienaturalna. Ale w tym roku było wybitnie spokojnie i nie mam w sobie jakiegoś niesmaku jak zazwyczaj. Jednak jest jedna rzecz, którą zawsze lubiłam i zawsze lubię w wielkanocy: motywy królików. WSZĘDZIE 💖
Fanką lanego poniedziałku też nigdy nie byłam - zawsze trochę oblewaliśmy się symbolicznie w domu wśród rodziny, ale kompletnie nie widzę, co było takiego fajnego w oblewaniu przypadkowych ludzi na ulicy naprawdę dużymi ilościami wody. Całe szczęście, że praca w takie dni mi na razie nie grozi i nie muszę łazić po mieście. Nawet się cieszę, że ta tradycja wymiera.
I szok, szok, wpadłam w fazę czytania książek po latach blokady! To znaczy, czytałam, ale bardzo wolno i rzadko, a teraz ledwo skończyłam Holocaust F, od razu wzięłam się za Fight Club, który przeczytałam w 4 dni, a potem od razu wzięłam się za Joyland Kinga. Chyba mi się przypomina, że czytanie książek stanowi bardzo istotną część mojego życia, szczególnie gdy mam doła.
I co przez święta było szczególnie zaskakujące to BURZA. Trwała może 10 minut, ale lało i wiało potwornie. A raptem parę godzin wcześniej byłam z Wybrankiem na spacerze, było pięknie i słonecznie i nawet przez pół sekundy nie pomyślałam o błyskawicach.
Obecnie walczę z silną chęcią zakupu kolejnych kwiatków i książek - czemuś ulegnę, tylko jeszcze nie wiem czemu. Dzielnie trzymam się do wypłaty. I kursy chodzą mi po głowie. Od języków, przez finansowe do tych związanych z cyberbezpieczeństwem. Przekichane mieć wiele zainteresowań.



Święta i u mnie zawsze wyzwalają emocje i nie koniecznie te pozytywne. Różnie bywa.Życzę Tobie spokoju na ten poświąteczny czas :-).
OdpowiedzUsuńDziękuję i również życzę już samych spokojnych świąt! :)
UsuńPierwsza wiosenne burza, to już na pewno będzie ciepło, czekamy!
OdpowiedzUsuńNowe kwiatki tez mi się marzą, bo kilka zmarniało, nawet nie wiem dlaczego...
Dzisiaj może nie burzowo, ale wietrznie i deszczowo. :D U mnie kwiatki często nie dawały rady, bo mam za suche powietrze w pokoju (rzadko kiedy powyżej 30% wilgotności). Znalazłam na to patent, ale muszę wymyślić coś innego, bo nie mam tyle miejsca na parapecie, żeby wszystko było czymś okryte, żeby trzymało wilgoć. :D Zainwestowałam też na zimę w lampę do doświetlania kwiatów, bo mam okno na zachód i bieda ze słońcem w tym okresie. :D
Usuńnerwy, przedwiośnie nie ułatwiają bieżącej realizacji zaplanowanych działań. Smutno czytać o nieidealnych relacjach rodzinnych, współczuję. Takie emocje które dystansują tzymane latam mogą sprawić że już nie oda sie zmienić relacji, no cóż nie na wszystko mamy wpływ.
OdpowiedzUsuńSzczególnie chęci do zmian nie ma, gdy nie widać chęci z tej drugiej strony... No ale takie życie.
UsuńWitam w klubie ludziów odkładających wszystko co się da... tak długo jak się da xD Z książkami też mam podobnie - wpadam w wir czytania jednej za drugą, a później długo nic. Relacje rodzinne to trudny temat.. dobrze, że masz narzeczonego i w zasadzie to teraz on jest Twoją najbliższą rodzinką. A kto wie.. może i reszta się kiedyś ułoży?
OdpowiedzUsuńKwiatki za mną chodzą, do OBI pojadę albo centrum ogrodniczego.. po ziemię rzecz jasna.. kwiatki to tak przy okazji tylko :P
I człowiek za każdym razem mówi sobie, że zacznie coś robić wcześniej, ale to się nigdy nie dzieje. XD
UsuńOby nas wir czytania nawiedził i nigdy nie opuścił!
I fakt, ufam narzeczonemu bardziej niż rodzinie, no ale faktycznie może kiedyś będzie lepiej.
Uf, dobrze, że ja nie mam OBI ani blisko ani po drodze, ale świadomość sklepów internetowych nie poprawia sytuacji. xD
Kurczę, a ja bardzo lubię burze i czekam, bo jeszcze żadnej w tym roku nie było u mnie. Moja rodzinka jest rozbita, ale szczerze też mi nie zależy na jej poskładaniu. Kiedy była poskładana, ja byłam rozbita, pewnie rozumiesz. <3 Co do zainteresowań, tez mam ich chyba za dużo, a potem się wnerwiam, że nie wyrabiam, z czym bym chciała. ;D Wreszcie rezygnuję, zostaje, co najbardziej kocham, ale bywa, że wracam do tego, co rzuciłam i tak cały czas. ;D Pięknego dnia Ci życzę, pozdrawiam serdecznie. :) <3
OdpowiedzUsuńTeż lubię burzę, ale jednocześnie panicznie się jej boję - i nie przesadzam z używaniem słowa panicznie. Nawet jak nie grzmi, a widzę ciemne chmury, to już czuję niepokój. :D
UsuńO tak, rozumiem, chociaż u mnie zawsze rodzina była na swój sposób rozbita, chociaż mieszkamy razem, ale ja się powoli składam, a u nich jest coraz gorzej.
Mimo masy zainteresowań mam teraz podejście, że trzeba w życiu wszystkiego spróbować, jak dawniej prawie nic nie mogło się robić. :)
Również pozdrawiam i miłego dzionka! :)
Czasem święta przynoszą więcej refleksji niż radości, ale fajnie, że udało Ci się znaleźć spokój i zanurzyć w książkach.
OdpowiedzUsuńU mnie też była burza!
Świetne dekoracje, króliczki rządzą:-)
Oby każde następne święta też były spokojne. :)
UsuńKróliczki najlepsze!
No tak, kosztowne. Ale - rozwijające i ciekawe 👍
OdpowiedzUsuńW siebie zawsze warto inwestować :D
UsuńBeautiful photos.
OdpowiedzUsuńThank you!
UsuńAnd thank you for visiting! :)