Za co te wysokie oceny?!?! "Zwierz" Piotr Kościelny
Specjalnie dla tej książki musiałam poświęcić oddzielny post. xD
PIERWSZY RAZ W ŻYCIU po przeczytaniu książki spotkałam się ze średnią ocen tak nieadekwatną do poziomu lektury (8,1 na lubimyczytać, 4,22 na goodreads). I żeby było jasne: ta średnia jest zdecydowanie zawyżona.
Będą spoilery. I będzie DŁUGO.
Nie wiem czy to debiut autora, ale dla mnie czuć w tym mocno książkę kogoś niedoświadczonego w pisaniu i widać to i po dialogach, i po opisach, i po tym, że autor ewidentnie chce tej historii nadać głębię większą niż zwykła historia o szukaniu mordercy. Niestety, każdy z tych elementów kuleje.
Zaczynamy lekturę od charakterystycznego elementu, gdzie na samym początku dowiadujemy się, kto jest mordercą, a potem obserwujemy historię jak zmierzała do tego miejsca. Taka forma może być bardzo udana i podsycać ciekawość, tylko że nie w tym przypadku. Ciekawość może i wzbudziło, ale jedynie do momentu jak nie zaczęłam czytać dalej, a przy 80% książki przeżywałam kryzys i chciałam zrobić DNF. W ogóle już mnie ta historia nie ciekawiła, ale książka była dla mnie tak absurdalna i wręcz odklejona, że przemęczyłam się do końca.
Bohaterowie wśród policjantów płci męskiej to tak naprawdę ta sama postać o różnych imionach, nie wyróżniają się dla mnie w żadnym stopniu. Oprócz głównego bohatera, ale tylko dlatego, że poświęca mu się więcej czasu. Lepiej to wygląda u kobiecych bohaterek, chociaż u Iwony nie w pozytywnym znaczeniu tych słów. Za to Jaskulska jest chyba jedyną w miarę udaną bohaterką ze wszystkich. Na pewno nie ma tych licznych wyrazistych postaci, jak krzyczą pozytywne opinie, a powiem więcej: większość z nich i tak cię nie będzie obchodzić.
Powinnam docenić próbę wielowątkowości, ale wyszło z tego łapanie zbyt wielu srok za ogon. Książka próbuje w tej wielowątkowości być głęboka, pokazując, że nie wszystko jest takie jak się wydaje. Problem w tym, że są to tematy, którym poświęca się przeważnie chwilę i nawet nie zdążysz poczuć ich wagi emocjonalnej i się tym przejąć, szczególnie że wiesz, że to bez znaczenia dla głównej fabuły. Mamy: wątek głównych morderstw, przesłuchiwania świadków, szukania tropów; potem mamy rodzinę Mikuna, potem perspektywa mordercy, dziennikarz i sprzedawanie mu informacji z czego wyszedł grubszy wątek, wątek życia niedoszłej ofiary i jej dziwnego związku (ten wątek ratuje tylko jego kontynuacja w kolejnej części),wątek mafii, wątek nowej policjantki Iwony, wątek zabójstwa sąsiada… Ten ostatni to ciekawy przypadek, ale po kolei.
Iwonę uważam generalnie za bardzo źle wprowadzoną postać. Dosłownie pojawiła się znikąd w połowie książki i trafiła do wydziału zabójstw (dla niej awans) za to… że jest kobietą. Dosłownie. "Góra" chciała chociaż jedną kobietę w każdym wydziale, no to mają. xD
Iwona jedzie z ekipą w teren, bo sąsiad zabił sąsiada. Poszła do miejsca, gdzie podejrzewała, że znajduje się morderca bez informowania nikogo i mimo jasnego wcześniejszego polecenia, że ma zostać w miejscu. Oczywiście zabójca tam jest, a Iwonę paraliżuje strach i POZWALA ZABRAĆ SOBIE BROŃ Z RĘKI. Ciężko mi uwierzyć, że ten wątek nie jest wprowadzony tylko po to, żebyśmy przestali nową policjantkę lubić i uznać ją za kretynkę. Oczywiście to jest moment dla Mikuna, gdzie ma tu swoje pięć minut, bo autor chce bardzo pokazać jak zajebisty on jest i jak dba o swój zespół. W ogóle 90% postaci w tej książce zachwyca się Mikunem.
Iwona, która dziabnięta w tej akcji strzykawką podejrzewa HIV, nie pójdzie do lekarza na testy i bohaterski Mikun wraca na miejsce akcji, OCZYWIŚCIE znajduje strzykawkę i wysyła do badań, które OCZYWIŚCIE może szybko załatwić dzięki znajomościom, bez wiedzy Iwony.
"Podszedł do niej. Chciał ją przytulić, ale odskoczyła jak oparzona.
– Możesz się zarazić!
– Może nie wiesz, ale tym nie można się zarazić w taki sposób. Chyba powinnaś się lepiej rozeznać w temacie."
Policjantka. Reakcja i świadomość policjantki. Która pracowała z nieletnimi. Ale można ogłupić Iwonę jeszcze bardziej:
„– Negatywny – wyszeptała w końcu drżącym głosem. – Mikun, co ja mam teraz zrobić? Boję się...
– Czego?
– Jak mam żyć ze świadomością, że mogę kogoś zarazić? […] – Co cię tak śmieszy? – zapytała Iwona z wyrzutem.
– Dziewucho, nie skumałaś? Negatywny wynik oznacza, że wszystko jest w porządku. Jesteś czysta. Nie ma wirusa.”
Potem mamy wątek kolejnego morderstwa w ponad połowie książki, gdzie akcja powinna już mocno przyspieszać. I znowu morderca jest znany od razu, zero związku z głównym wątkiem, ale jest związek z Iwoną, która nie dość, że pije alkohol na służbie to dodatkowo po raz kolejny udowadnia, że nie potrafi zachować profesjonalizmu i nie nadaje się do tego zawodu. W którym momencie mam tę postać polubić? Gdzie to „skupienie się wyłącznie na procesie łapania mordercy”? A wiecie, co jest w tym jeszcze zabawniejsze? Iwona po drugiej akcji idzie na urlop i nie bierze już kompletnie udziału w akcji poszukiwania Zwierza. XD
Czy główny bohater chociaż trochę ratuje sprawę? Nie. Mikun to generalnie cham, buc, słaby mąż… Nie mam żadnego powodu do lubienia tej postaci.
Mikun przy podejrzewaniu jednego chłopaka określał, że był on wobec ofiary natarczywy, tylko że z osób, co widziały ich razem, nikt tak nie powiedział. Bycie zainteresowanym kimś a bycie natarczywym, to nie jest dokładnie to samo, a nawet bym powiedziała, że to dość istotna różnica.
„– Przyszedł pan żartować z doktor Frankenstein i jej Igora? – zapytała ponuro.
– Nie, przyszedłem pomolestować zwłoki – zażartował Mikun. – Może mi pani wskazać jakieś godne uwagi? Zaciągnę do kąta i zrobię swoje.” - nie dziwię się że to panią patolog nie bawią te żarty, mnie szczerze też niespecjalnie.
„- Słuchaj, w komendzie jestem znany z tego, że zawsze, ale to zawsze dostaję to, czego chcę – wycedził Mikun. – Umiem przesłuchiwać, czasem zeznania wymuszam siłą. Oczywiście ludzie się skarżą na moją brutalność, ale ja mam to w dupie. Komendant pozwala mi na wiele, bo jestem skuteczny.” - autor chciał zrobić badassowego policjanta, ale stworzył irytującego osiłka. Badassowy policjant cechuje się przede wszystkim inteligencją z czym Mikun ma spore trudności. Na przykład zasadził „pułapkę” podczas przesłuchania na podejrzanego, która dotyczyła obrażeń zewnętrznych ofiary. Ok, w porządku, tylko że podejrzany (niewinny) ZNALAZŁ ciało. Jeśliby poprawił Mikuna, to poszedłby do więzienia jako rzekomy zabójca? xD A może tym objawem inteligencji Mikuna ma być grożenie i dopuszczanie się rękoczynów na podejrzanych?
„Kiedyś każdego dnia wypijał minimum dziesięć puszek tego świństwa.” – główny bohater pił minimum 10 energetyków dziennie i mamy sugestię, że trwało to przynajmniej kilka-kilkanaście dni. Jakimś cudem nie skończył w szpitalu, a sam odstawił jak go żona postraszyła badaniami. Zakładając, że pił zwykłe redbulle 250 ml, co jest dość prawdopodobne w roku 2017 w fabule, i było to 10 puszek to pochłaniał z samych energetyków 1150 kalorii, 260 g cukru i 800 mg kofeiny.... CODZIENNIE.
Za to przy innej postaci: „Jeśli zaś chodzi o kawę, wypijał z dziesięć kubków dziennie.” Ile pracujących i niby nieuzależnionych ludzi ma czas pić 10 puszek energetyków czy 10 kaw dzienne??? Jak się chce pokazać jakieś skrajności, to warto jednak nad nimi chwilę pomyśleć.
No dobra, to może chociaż nasz seryjny morderca podnosi poziom? NIE.
Autor próbuje uderzyć w nas tym, że morderca ma żonę i dzieci, pracuje, więc jest zwykłym człowiekiem, którego możemy mijać codziennie na ulicy. Niespecjalnie mnie to ruszyło, bo sama postać jest okropnie nieciekawa. I nie tylko nieciekawa, ale też po prostu głupia na poziomie mocno przekraczającym zwykłe potknięcia mordercy.
Na przykład: ot tak facet stwierdził, że pójdzie się wyspowiadać do księdza. XD Jak się można domyślić był niezadowolony, że ksiądz nie dotrzymał tajemnicy spowiedzi. Albo zaczął chodzić na siłownie, gdzie Jaskulska ćwiczy, ciągle się na nią gapił w celach obserwacji jej rutyny i myślał, że ona go nie widzi albo nie jest nim zainteresowana. OCZYWIŚCIE kamery mają awarię.
Mało? Porwanie Jaskulskiej jeszcze mu mogło ujść płazem, chociaż nie dopilnował czy ofiara nie żyje, ale Zwierz, nie chcąc dalej być złapany, atakuje rodzinę Mikuna z pełną świadomością, że łączy ich wszystkich wspólne środowisko, więc by było kwestią czasu, gdy go wytypują.
Wspomniana wyżej rodzina Zwierza też w ogóle nas nie ruszy. Autor nie pogłębiał kompletnie relacji między nimi aż niemalże do końca książki, gdzie Kupisz uczy się od żony jak się robi schaba z ziemniakami. Tak to po prostu są, przewijają się, raz na jakiś czas jest wspólna scena z nimi, ale jakby zabójca ich nagle pozabijał, to by mi nawet powieka nie drgnęła.
A co się dzieje w głowie zabójcy? To przeważnie wszystkich ciekawi. Dzieją się edgy opisy, takie nastolatkowo mroczne, żeby pokazać jak ZŁY i NIEBEZPIECZNY jest nasz antagonista: „Usiadł na ławce i obserwował ludzi. Zastanawiał się, ilu z nich jest świadomych, że w pobliżu czai się drapieżnik. [jestem pewna, że dosłownie nikt, nie jesteś pępkiem świata] […] Starszą kobietę z wnukami udusiłby. Dzieci, które były pod jej opieką, zamordowałby przy użyciu jakiegoś narzędzia. Młotek wydawał się mu odpowiedni. Młodego chłopaka z dziewczyną siedzących na sąsiedniej ławce wypatroszyłby przy użyciu długiego noża. Kilkoro dzieciaków żywcem obdarłby ze skóry... „
Jakkolwiek ciekawie robi się tak naprawdę na sam koniec książki, gdy Kupisz zabił rodzinę Mikuna. Tu się mogę zgodzić, że była to brutalna scena i jednocześnie najbardziej opisana i pogłębiona. Wcześniejsze były szybkim, bardzo prostym przedstawieniem morderstwa. Ale ani trochę to nie ratuje całej książki.
I będę to powtarzać za każdym razem – NIE CIERPIĘ, jak autorzy wprowadzają motyw mafii do książki, która o mafii ma nie być. I nie zmienię zdania, że wprowadza się te wątki tylko po to, żeby zrobić sobie drogę na skróty w fabule, bo nie ma się lepszego pomysłu. OCZYWIŚCIE Mikun ma przyjaciela w tym środowisku dobrze postawionego.
Gdzieś tam wyłapałam powtórzenia, np.:
„Zresztą, jakby coś takiego miało miejsce, zauważylibyśmy. Mikulski zauważył…”
„ …przy jakiejś innej sprawie. Pamiętasz sprawę tego młodego Cygana? Też nic się nie układało, a jednak go złapaliśmy.
Mikulski uśmiechnął się do swoich wspomnień. Pamiętał tę sprawę…”
Jestem też w szoku, że żaden redaktor czy korektor nie zwrócił uwagi na opisy, bo bywają one ok, ale są też takie, gdzie strzela się do nas krótkimi zdaniami i nie czyta się tego dobrze.
Inne moje uwagi:
„- Jest chleb? – zawołał w stronę Gośki, która w pokoju prasowała ubrania.
- W chlebaku nie ma? – odkrzyknęła,
- Nie widzę.
- To weź z zamrażalki i rozmróź w mikrofali.
Spojrzał na talerzyk i stwierdził, że szkoda mu czasu – zje same parówki. Sięgnął po widelec i usiadł przy stole.” – koniec rozdziału. To chyba ten brak zapychaczy i bzdurnych dialogów. xD
„- Pan chyba raczy żartować! Jakie bicie? Wie pan, kim ja jestem? Załatwię pana! - Gozdyra gwałtowanie wstał, przewracając krzesło.” - przerysowane groźby, które tak często padają w książkach/filmach/gdziekolwiek, że jak tylko to czytam/słyszę to wzdycham.
Mamy moment, gdzie matka po stracie córki popełnia samobójstwo. Odwiedza ją kuzynka, nieświadoma, że coś jej się stało. Puka, dzwoni, cisza. W końcu zostaje wezwana policja i kuzynka informuje policjanta, że kobiecie zamordowano córkę, a teraz nie ma z nią kontaktu i obawia się, że coś mogła sobie zrobić. Pomijając, że policjant twierdzi, że nie może wyważyć drzwi, bo nie ma podstaw, co jest totalną bzdurą w tych okolicznościach i można to wygooglować w 5 minut, to dochodzi do absurdalnej sceny. Tłum sąsiadów, który wziął się nie wiadomo skąd, wyrażał swoje niezadowolenie z decyzji policji, a potem jeden z tych sąsiadów zaproponował, że on się włamie, a oni wejdą i zobaczą co z kobietą. XDDDD
„Gdy postawił na stole talerze z jajecznicą i sięgnął do chlebaka na pieczywo, zadzwonił jego telefon. Kurwa… Nie dadzą zjeść w spokoju, pomyślał, ale sięgnął po aparat.
- Mikun.
- Cześć, mamy trupka. […] Zaraz po ciebie będę […].
Mikun odłożył telefon i opadł na krzesło. Jajecznica zdążyła ostygnąć.” - ta jajecznica zdążyła ostygnąć w jakeś 20 sekund.
„Nie żeby Mikun miał coś do homoseksualistów, ale wydawało mu się, że ostatnio jest ich coraz więcej. Przynajmniej bardziej rzucali się w oczy jak dawniej [jak???]. Kiedyś ukrywali się ze swoimi poglądami i odmiennością, teraz nie tylko walczą, by traktowano ich na równi z osobami heteroseksualnymi, ale domagają się coraz więcej praw. Mikulski starał się być tolerancyjny, ale adopcja dzieci przez pary gejowskie była dla niego przesadą.” – to ten brak zbędnych opisów? I jak autor się tak rozpisuje na, powiedzmy, kontrowersyjny temat, to mam poważne wątpliwości czy to pogląd bohatera, czy pogląd autora przemycony przez postać w książce, która jest kompletnie o czymś innym. XD
Na sam koniec może kontrowersyjne: wszelcy booktuberzy, bookstagramerzy, itd., powinni się wstydzić za wystawienie maksymalnej oceny. Kolejny powód, żeby wam nie ufać.
Komentarze
Prześlij komentarz