Uszata Biblioteczka #3 - kryminały, Yellowface i znowu psychologia

Zamknięte w lodzie - Izabela Janiszewska

Na ogół unikam polskich kryminałów, ale muszę przyznać, że ten jest całkiem przyzwoity i nie aż tak oklepany. Jeśli będzie jakaś kontynuacja, to po nią sięgnę.

Nie będę o tej historii może wspominać po miesiącach i nie miałam wielkiej reakcji „wow”, ale wykreowana tajemnica była całkiem ciekawa i faktycznie interesowało mnie, o co w tym chodzi, mimo że pierwotnie wszystko było oparte o dość banalny motyw. Temat fugi dysocjacyjnej był dla mnie czymś nowym, więc też dobrze było odkryć coś ciekawego.

Bohaterowie też całkiem sympatyczni, ale swoboda samodzielnego działania Anity budzi dość mocne wątpliwości. Szczególnie, że uchodzi jej to płazem. Ot takie omijanie procedur i zdradzanie tajemnic śledztwa osobie związanej ze sprawą dla potrzeby popychania fabuły do przodu. Szczęście sprzyja tu Anicie aż za bardzo. To, że inni policjanci ignorują teorie głównej bohaterki można zrzucić i na wieloletnie doświadczenie i świadomość, że nie wszystko jest takie jak się wydaje, a z drugiej brzmi jednak na robienie z nich głupków, którzy podchodzą do wszystkiego dość powierzchniowo i wolą szybko zrobić swoje i odpocząć w domu. Ja jednak lubię jak zespół ze sobą współpracuje, a nie stanowi głupkowate tło, które niby działa we wspólnej sprawie, ale na dwóch innych frontach.

Zakładam, że to nie jest opinia autorki i może jestem jednak trochę staroświecka, ale pozwolę się nie zgodzić z myślą psychologa, że pewna bohaterka ma potrzebę iść do łóżka z innymi, ale swojego męża kocha “najczystszą z miłości”.

Autorka wydaje mi się kreować podwaliny pod przyszły romans, oby to jednak nie był trójkąt. Aha, i scena z wyborem i rozmyślaniem nad lodówką nie była super potrzebna.

Ocena: 6/10


Krew nie woda - J.D. Kirk

Wsadzę tę książkę w szufladę o nazwie: po prostu ok. Nie czytałam poprzedniej części i generalnie odnalazłam się wśród postaci i fabuły, no ale spoilery kto był wtedy mordercą niestety się pojawiły. Na plus jest na pewno, że mamy współpracującą ze sobą drużynę, a nie jednego wybitnego policjanta z kumplem od brudnej roboty. Członkowie ekipy są charakterystyczni i do polubienia, chociaż brakuje mi tu jednak kontekstu, dlaczego główny bohater odnosi się do jednego z nich z taką niechęcią.

Szczerze mówiąc, to po iluś kryminałach mam już dość zabiegu, że zamiast powiedzieć od razu co zostało odkryte, to czeka się na konkretną chwilę za parę stron. Nie działa już na mnie ten element zaskoczenia. Jeszcze sami bohaterowie mówią, żeby nie trzymać ich w niepewności. xD

Jest tu zabieg ekspozycyjny, który uważam za absolutnie fatalny – jedna postać kompletnie znikąd mówi bez żadnego powodu: „a pamiętam jak tu był*ś wtedy i wtedy z taką i taką osobą, zamawiał*ś też to i to”. I akurat mówi to przy policji. Ludzie tak sami z siebie nie rozmawiają.

Była to książka z humorem, ale miejscami przeciągniętym i szczerze niespecjalnie śmiesznym. Co gorsza jedna z najważniejszych rzeczy, czyli backstory związane z morderstwem, była strasznie niesatysfakcjonująca. Uważam, że nie wszystko zostało wyjaśnione, nie było pogłębione i to był jeden z najsłabszych elementów fabuły. Ciężko mi też uwierzyć, że sprawa morderstwa byłaby tak wyolbrzymiona pod kątem potwora z Loch Ness w gazetach. To już nie te czasy.

Nie mam w sobie wielkich emocji związanych z tą lekturą i nie będę o niej wspominać z ekscytacją.

Spoilery:

Bądźmy szczerzy: to było do przewidzenia, że ze zdjęciami będzie jakaś grubsza sprawa i coś na tych zdjęciach w końcu znajdą. I tak zdziwiona jestem, że dopiero pod koniec postanowili na nie zerknąć, szczególnie, że autorka zdjęć podkreśliła, że ma zapisaną datę i godzinę, pokrywającą się z czasem morderstwa.

Było też do przewidzenia, że coś jest nie tak w relacji siostry ofiary i syna ofiary, bo było to aż nadto sugerowane.

I co było potem? Co się stało ze sprawcami? Jak zareagowała rodzina? Wyszło coś na jaw po aresztowaniu? Gdzie jakieś domknięcie wątku?

Ocena: 5/10


Uwięzieni we własnej głowie. Jak zrozumieć przeszłość i mieć szczęśliwe życie - Agnieszka Kozak

Nie do końca pasował mi lektor w audiobookowej wersji, ale myślę, że to jedna z bardziej interesujących pozycji w tej dziedzinie, a przynajmniej dla mnie jako dla osoby, która nie ma z taką literaturą zbyt dużo do czynienia.

Na pewno mamy trafne zwrócenie uwagi o wpajaniu nam poczucia wstydu już od najmłodszych lat i jak to potrafi paraliżować nas w dalszym życiu. Pasowało zdanie „wstyd narzędziem wywierania wpływu”. Dodatkowo uzmysłowienie jak niszczące jest życie skupione na zadowalaniu innych i ciągłym dostosowywaniem się do środowiska.

Oprócz tego wspominanie jak „tresuje” się dziecko i jak rodzice magicznie zapominają, co zrobili lub co mówili. Albo jak lubi się wciskać w dzieci jedzenie i jak nawet na tej płaszczyźnie można mieć zbudowane poczucie bycia gorszym. Choćby przez to, że mamy gorsze jedzenie od posiłków innych dzieci albo nie mamy go wcale.

Ale fakt, że przedstawione historie osób, to przeważnie dość skrajne przypadki i myślę, że ludzie z podobnymi doświadczeniami lepiej się w tym odnajdą. Też trudno mi się nie zgodzić z innymi opiniami, że styl, w jakim książka jest napisana, jest dość mało rzeczowy, a w skutek czego trochę nudny. Jeszcze przez to, że słuchałam właśnie audiobooka, było mi trudniej się skupić na tym co słyszę i „odpływałam”.

Brakuje też zdecydowanie konkretów, co możemy ze sobą zrobić. Musimy czytać i sami wyciągnąć odpowiednie wnioski, tylko pytanie czy zaakceptujemy przedstawioną prawdę albo czy w ogóle wyłapiemy, że jakaś część tych historii jest o nas. Moim zdaniem też chwilami aż za bardzo wini się wszystkich wokół, a nie doszukuje się wad wśród pacjenta, nad którymi powinien popracować.

Ocena: 6/10


Yellowface - Rebecca F. Kuang

Mogę tylko powiedzieć, że na początku było ok i nawet było intrygująco, ale potem gdyby nie audiobook i Pani Magdalena Kumorek, to czytanie szłoby mi strasznie.

Niby książka o rynku wydawniczym, ale ja bym powiedziała, że to w połowie historia o uzależnieniu od mediów społecznościowych. Kompletnie antypatyczna bohaterka, złodziejka, nałogowa kłamczyni z gigantycznym ego i w sumie tak się zastanawiam… po co? Nie miało to żadnego celu w tej historii, żadnej puenty, żadnych wniosków, June ma zero samokrytyki i usprawiedliwia się do samego końca. Nawet dla odrobiny przyjemności z czytania nie wyciąga się od niej konsekwencji. Co ta książka chciała przekazać? Że istnieje rasizm wśród wydawców? Czy wręcz przeciwnie i ta sytuacja jest specjalnie wyolbrzymiana i podkreślana? Że to źle, jak biały człowiek pisze o innych kulturach? Czy pokazanie sarkastycznie jak ludzie dramatyzują nad faktem, jak biały człowiek pisze o innych kulturach? To ma być wylew frustracji i post na portalu społecznościowym zamieniony w książkę czy prześmiewczy, ale nieudany obraz rynku? NIBY to ma być satyra, ale jednocześnie wcale nie jestem taka pewna, czy autorka w danej chwili tworzy satyrę czy po prostu nieświadomie nad wyraz głupią bohaterkę.

Przykład 1: June przychodzi do knajpy i kolokwialnie mówiąc: zawraca pracownikowi tyłek dla swojego interesu. Zdziwiona, że komuś się to nie podoba myśli „Poza mną nie ma w tej knajpie ani jednego klienta; nie mogą być chyba zarobieni po uszy?”. Kobieto, daj tym ludziom odpocząć i ogarnąć rzeczy, na które nie mieli wcześniej czasu.

Poza tym June określa pierożki z zupą jako coś, co brzmi wstrętnie. Odezwało się we mnie zero tolerancji dla tych, co nie lubią pierożków, a na pewno pierożków z zupą.

Przykład 2: Prawdziwym hitem głupoty bohaterki był rozdział 8. Ocena 1 gwiazdka = hejt. To może być satyra, a może i niekoniecznie, bo faktycznie są autorzy, którzy nie przyjmują żadnej krytyki i najbardziej treściwa negatywna opinia będzie dla nich hejtem. I lubią o tym pisać w swoich książkach. Ale patrząc na inny fragment nie jestem w ogóle zdziwiona, że w tym uniwersum debiutancka książka June była porażką. W „Ostatnim froncie” June przedstawia bohaterkę, córkę misjonarzy, która odwiedza obóz chińskich pracowników i tam rozdaje Biblie i wypieki. Jeden z nich pyta te dziewczynę, czy może ją pocałować w policzek, a dziewczyna zgodziła się (ze wstydem),bo trwa okres świąteczny. Jaką myśl o tym ma June? „Moim zdaniem to wzruszający obrazek. Ludzie rozdzielni barierami języka i rasy dowodzą wbrew wszelkim przeciwnościom, że nawet w środku wojny potrafią przeżyć wspólny moment czułości”. XDDDDD Tu się wręcz wylewa jak RFK zrobiła parodie z głównej postaci i to w ogóle nie jest zabawne.

Widzę też, że autorka chciała zrobić taki styl zakończenia, gdzie bohater nie ma odkupienia i pogrąża się dalej, ale jeśli jest to dobrze napisane, to masz chociaż trochę satysfakcji i przynajmniej minimum pozytywnych emocji. A tutaj tak nie jest.

I serio ktoś to określa thrillerem? Przeczytaliście kiedyś jakiś thriller? Jeśli autorka faktycznie chciała tu thrillera i tajemnice, to jest to nawet nie na trzecim, a na dziewięćdziesiątym planie. Generalnie fabuła kręci się w kółko i ciągle czytasz to samo, te same problemy głównej bohaterki, z których June cwanie się wymyka, potem się coś dzieje na portalach społecznościowych, wspominka o goodreads, wspominka o Athenie i ich znajomości i od nowa. Nikogo ci tam nie szkoda, żadnej postaci nie wyczekujesz z niecierpliwością i żadną się tam nie interesujesz.

Nie ma specjalnie porywającej fabuły poza samym początkiem, a plot twist na koniec słaby.

Z opisu: „Zaczyna się od niespodziewanej śmierci. A później napięcie rośnie dosłownie odbierając oddech, aż do finału, który zaciska się na gardle niczym pętla.” Nie XD

Książka do przeczytania i zapomnienia. Zirytowała mnie.

Ocena: 2/10

Komentarze

  1. Ta powieść z pierwszej recenzji mnie zaintrygowała już samą okładką. Polskie kryminały lubię, więc jeżeli wpadnie mi w ręce, przeczytam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz