Wiosna, wiosna!
Specjalnie czekałam aż krokusy i przebiśniegi ukażą się w całej okazałości nim napiszę tego posta. Słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają i teraz naprawdę można zacząć "nowy rok, nowa ja". Kilka wiosennych kwiatków z ogródka (niektóre zdjęcia sprzed paru dni i teraz):


Księżyc w ostatnim czasie też wyjątkowo mnie zachwycał. Jak wchodziłam do pracy, to często pierwszą rzeczą jaką widziałam, to fantastyczna pełnia za oknem.
Od razu też bardziej chce się chodzić na siłownie i szykować formę na lato. W ramach ambitnego kolejnego podejścia do zrzucania wagi, przeszłam wiosenną transformację, bo chociaż w pracy przynoszą teraz wyjątkowo dużo ciast, to nie wzięłam ani kawałka. Nietypowe dla mnie, bo w pracy lubiłam zajadać małego głoda kawałkiem ciasta plus też głupio mi było nie spróbować, jeśli ktoś zrobił, ale gdy ciasto przynoszą trzy osoby jednocześnie, to nawet dla mnie to już przesada. 😂 I kupiłam erytrytol, żeby zastępować cukier, gdzie tylko mogę, a z Wybrakiem wpadliśmy w fazę sprawdzania składów jedzenia, które spożywamy.
W lutym Wybranek zabrał mnie na stand up Mateusza Sochy. Pierwszy raz byłam na takim wydarzeniu, pierwszy raz na Atlas Arenie i doświadczenie naprawdę fajne. Na występie samego Mateusza mocno się uśmiałam, chociaż support nie wypadł tak dobrze. Czuć było, że historie są wymyślone i brakowało mu trochę naturalności w opowiadaniu. Też było u niego dużo wulgaryzmów i mocno średnich żartów okołoseksualnych. Ale sam Mateusz klasa.
Jedyny "mankament" całego posiedzenia to była pani siedząca obok mnie, która już od progu dawała vibe sukowatej menadżerki z korpo i która może na samym występie się śmiała, ale wydawała się być obrażona na wszystko inne. Nawet czasem księżniczka nie raczyła wstać, jeśli ktoś chciał przejść na swoje miejsce, chociaż cały rząd robił to bez problemu.
Mam zaplanowane kolejne posty na bloga, tylko muszę się zebrać, żeby je ogarnąć, bo jednak mimo wiosny dopadł mnie straszny leń i do czytania książek, i do czytania postów z innych blogów i tym bardziej do tworzenia postów. 😓











Cudowne kwiaty, też już na nie czekałam ;) Z jedzeniem słodyczy w pracy to weź, nawet nic nie powiem, bo też jestem strasznym łasuchem.. Ciężko jest się powstrzymać, ale trzeba.. dla zdrowia fizycznego i psychicznego :D
OdpowiedzUsuńTo też nie tak, że w 100% odstawiam słodycze - dalej istnieje zbyt dużo dobrych rzeczy i faktycznie dla zdrowia fizycznego i psychicznego czasem warto. :D
UsuńNo właśnie, mam tak samo. Z jednej strony cieszę się, że już wiosna, a z drugiej ten czas strasznie mnie rozleniwia...
OdpowiedzUsuńWylegiwanie się w słoneczku to też super opcja...
UsuńLiundas flores. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńThanks! Greetings and welcome to the blog! :)
UsuńVery beautiful flowers! Have a nice day.
OdpowiedzUsuńThank you! Kind regards!
UsuńJa też dziś fotografowałam takie cuda :)
OdpowiedzUsuńCiężko się powstrzymać :D
UsuńNaczelnik mnie ciągnie na stand upy...w sumie mogłabym pójść.
OdpowiedzUsuńu nas zimna i sukowata ta wiosna. niestety. przesilenia są ogólnie leniogenne.
ja planuję kije, spacery i większy ruch dopiero w kwietniu :-)
Myślę, że chociaż raz warto spróbować, ale też sprawdzić sobie jakieś fragmenty na youtube stand upera, do którego planujecie się wybrać, żeby się nie okazało, że to kompletnie nie Twój humor. :)
UsuńMy już spacerki powoli zaczynamy, ale też takie dłuższe dopiero za jakiś czas. :D