Puchaty seans #1 - Obejrzałam części I-IX Star Wars w większości po raz pierwszy
Wspomnę na start, że Gwiezdne Wojny zawsze traktowałam z pewnym dystansem i mimo że dalej nie będę należeć do klubu ludzi krzyczących z radości na widok cosplaya Darth Vadera, to na większości filmów całkiem dobrze się bawiłam. Nie mam też w sobie jakiegoś wielkiego sentymentu i nie robiłam nigdy w głowie super głębokiej analizy postaci. Miałam okazję w końcu obejrzeć główną sagę i potrzebowałam na to jedynie prawie 30 lat i nawet zdążyła (niestety) wyjść do tego czasu nowa trylogia. Przychodzę więc z moimi luźnymi przemyśleniami.
Nigdy też nie byłam wielką fanką tego typu sci-fi i nie wiedziałam właściwie dlaczego, ale myślę, że już wiem. Po prostu nie potrafię się tam z nikim i z niczym za bardzo utożsamić. Kosmiczne podróże międzygalaktyczne nigdy mnie nie jarały (chociaż w rzeczywistości kosmos jest dla mnie bardzo fascynujący), statki kosmiczne nie przykuwały mojej uwagi, strzelanie pistoletami laserowymi czy miecze świetlne nie wzbudzały we mnie silnych emocji. Nie ma tam też takich problemów życia codziennego, ludność cywilna po prostu jest, a wszystko toczy się wokół kosmicznych wojen i międzygalaktycznych polityk, które też szczerze mówiąc, nie wydawały mi się ciekawe.
Część 1-3 z młodym Anakinem Skywalkerem jest, wbrew powszechnej krytyce, którą widziałam, chyba moją ulubioną trylogią, którą oglądałam już nie raz i na pewno jeszcze nie raz obejrzę. Nadała nieco głębi dla powstania Imperium i kim był Imperator, ale ubolewam do dziś, a szczególnie po obejrzeniu całej sagi, że podkreślano wielokrotnie potęgę Anakina, ale tak naprawdę nie czułam, żeby była ona gdziekolwiek przedstawiona. Nie pokazywano też nawet jego treningu, co by było dobrym polem na zaprezentowanie umiejętności i potencjału. Ewan McGregor jest dla mnie doskonały jako Obi-Wan i moim zdaniem nie da się go nie lubić. Zawsze mi też miło oglądać na ekranie Christophera Lee czy Samuela L. Jacksona. Do Haydena Christensena jako Anakina też nie miałam jakichś specjalnych zastrzeżeń, dla mnie pasował do tej roli.
Do filmów 4-6 nie miałam też specjalnych zastrzeżeń. Widać oczywiście, że to stare filmy, ale jednocześnie wyglądają dla mnie naprawdę dobrze jak na swoje czasy. Przyjemnie się je oglądało - dużo przyjemniej niż się spodziewałam. Nie nudziłam się jakoś bardzo, nie raz się zaśmiałam, ALE czy bym jakoś chętnie do tej trylogii wracała? Szczerze, to chyba nie bardzo. Nie wspominam tej historii ze szczególnym entuzjazmem i emocjami. Postać Lei uważam za zaniedbaną, Dartha Vadera zresztą też. Ot najprostsze filmy rozrywkowe od zera do bohatera, których w obecnym kinie mamy aż nadto. Na swoje czasy rewelacyjny film, który pewnie mocno stał efektami, ale gdyby coś takiego wyszło teraz, to nie wierzę, że byłby równie wysoko oceniany. I, może kontrowersyjna opinia, uważam, że bardzo duża część sympatii do tych filmów wynika typowo z nostalgii.
W późniejszych filmach rzucały mi się w oczy takie rzeczy jak zapomnienie i wręcz niewiara w istnienie Jedi, jakby minęło
z 20 pokoleń, gdy Leia i Luke dalej żyją.
Z innych rzeczy, które zwróciły moją uwagę: potężne okręty, które mają na sobie artylerii tyle co kot
napłakał i parę małych statków do obrony. I na tych wielkich, przeogromnych
okrętach zarówno po stronie Imperium, Najwyższego Porządku jak i ruchu oporu,
paliwo zajmuje chyba jakieś 10% powierzchni, 70% nie wiadomo co, a pozostałe
20% to co widzimy na ekranie. I na każdym okręcie jest maksimum 50 osób.
Nowa trylogia prezentuje się zdecydowanie najgorzej. Na start wpada w pewną schematyczność: kolejne od zera do bohatera osoby z wyjątkowymi genami, kolejna Gwiazda Śmierci (Starkiller), kolejna
zorganizowana akcja dla zniszczenia Gwiazdy Śmierci. Pomijam fakt, że Starkiller zasysał słońca, żeby mieć wystarczająco energii, czyli nie dość, że niszczono
planety (patrzcie jaka nowa Gwiazda Śmieci jest lepsza – niszczyła od razu 4
planety, a nie jedną, ha!), to pewnie przy okazji też cywilizacje na innych
planetach, które żyły dzięki tym słońcom. Dużo ciekawszy Darth Vader zmienia się
w niezrównoważonego Kylo Rena, a Rey, tak jak wcześniej Luke, daje się
aresztować, żeby go przekonać do zmiany strony. Był Luke w statku z droidem,
potem był Poe też z droidem. Był droid, który ukrywał w sobie coś ważnego, potem
znowu był droid podobnego typu, który też ukrywał coś ważnego. Nie było nawet
jakichś szczególnych technologicznych nowości, większość statków czy maszyn
wojennych wydawała się być tym co wcześniej.
Nowa trylogia miała problem wymyślić coś swojego i oryginalnego i ciągle korzystała z elementów z części 4-6. Co innego easter egg, co innego kontynuacja, a co innego jechanie na nostalgii i znanych postaciach, a właśnie takie uczucie mi towarzyszyło. Nie potrafiła odważnie ruszyć własną drogą.
Ostatnia część sprawiała wrażenie, że wie, że musi koniecznie skończyć fabułę tej trylogii, więc gna ze wszystkim i ucina fragmenty. Powrót Imperatora nie miał dla mnie sensu (dalej jechanie na nostalgii) i nie został właściwie wyjaśniony. Można mieć tylko teorię skoro jego mistrz znał tajniki nieśmiertelności. Pochodzenie Rey było jakie było, żeby dała buzi Kylo Renowi, a to uczucie między nimi też było tragicznie zbudowane. I dawniej Gwiazda Śmierci siała postrach wśród planet, a teraz jakiś tam okręt bojowy ma taką moc i nie potrzebuje już do tego energii słońca? Serio?
Kylo Ren nieustannie latający za Rey i gadający, żeby przeszła na jego stronę był nudny. Absurdalną sceną była walka między nimi, gdy ten zerwał jej wisiorek z szyi, będąc kompletnie w innym miejscu, i dzięki temu wisiorkowi wiedział gdzie się ukrywa. Czyli "nie wiem jak popchnąć fabułę do przodu, więc wymyślę coś absurdalnego, żeby to zrobić". Oczywiście najprościej wszystko zrzucić na Moc i powiązania z nią tej dwójki, a nie na brak umiejętności pisarskich. Postać Kylo Rena jest w ogóle dość śmieszna. Zachowuje się jak niezrównoważony nastolatek, który kompletnie zignorował część, gdzie Darth Vader się nawraca na sam koniec, bo nie wierzę, że nikt mu o tym nie powiedział. Generalnie po całej nowej trylogii stwierdzam, że jego postać nie miała za wiele sensu.
Albo scena, gdzie ta dwójka "siłuje się" Mocą, żeby przejąć uciekający statek. Czemu Kylo po prostu do Rey nie podszedł i nie zaczął z nią walczyć?
Ale muszę, no po prostu muszę o tym wspomnieć. Scena w Ostatnim Jedi, gdzie Rose ratuje Finna i mówi, że wygramy nie pokonując wrogów, tylko ratując najbliższych, po czym sama umiera, jest moim top 1 najgłupszych scen w całej sadze. I w ogóle to jest topka najgłupszych scen w filmie, jakiekolwiek widziałam.
Ale wizualnie nowa trylogia wyglądała całkiem ładnie. Scena, gdzie planeta była pełna Gwiezdnych niszczycieli gotowych do wyruszenia, robiła wrażenie.
Podsumowując krótko: może i moje oceny na to nie wskazują, ale jak wspominałam to do Mrocznego widma, Ataku Klonów i Zemsty Sithów na pewno jeszcze nie raz wrócę. Do pierwotnej trylogii może niekoniecznie, a tej nowej nie chcę już dotykać nawet kijem.
Mroczne widmo: 6/10
Skywalker. Odrodzenie: 4/10

Dla mnie liczą się tylko te 3 najstarsze części. Może dlatego, że to czasy mojej nastolatkowości i mam do nich wielki sentyment:-)
OdpowiedzUsuńJak najbardziej zrozumiałe - czasem wręcz boję się wracać do rzeczy, które lubiłam jako dziecko/nastolatka, żeby sobie nie popsuć wspomnień. :D
UsuńA ja je bardzo lubię...już dawno , dawno nie oglądaliśmy i chętnie byśmy ponownie obejrzeli. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWarto sobie odświeżyć. :) Chociaż nie wiem czy widzieliście tą najnowszą trylogię. :D
UsuńPozdrawiam!
A ja wciąż jestem przed sensem całej serii, przynajmniej takim senasem od deski do deski. Nigdy jakoś nie zdołałam obejrzeć tych filmów. Szczerze nie bardzo rozumiem fenomenu tego filmowego cyklu ;)
OdpowiedzUsuńTrzeba chyba naprawdę lubić takie sci-fi, żeby to "czuć". Uważam, że wszelkie klasyki kina warto kiedyś nadrobić, ale jeśli będziesz się męczyć od samego początku, to też bez sensu. :)
UsuńJa właśnie kino sci-fi nie bardzo lubię. Ale żeby się przekonać na czym polega zafascynowanie tą serią, dlaczego ludzie ją tak kochają, pewnie muszę ją obejrzeć ;)
UsuńMimo wszystko życzę, żeby Ci się spodobało. :)
UsuńBardzo dziękuję :)
UsuńJa też nie jestem fanem jakimś wielkim SW. Obejrzałem wszystkie odcinki dawno temu i jestem skłonny się zgodzić, że podobnie je oceniam jak Ty.
OdpowiedzUsuńPatrząc ile jest zachwytów, to jednak spodziewałam się czegoś, co mnie powali na kolana i nie przestanę o tym myśleć przez kolejny miesiąc... :D
UsuńWidać, że obejrzałaś całą sagę z pełnym zaangażowaniem, ale bez zbędnej nostalgii, co rzadko się zdarza w przypadku „Gwiezdnych Wojen”. Zgadzam się, że stara trylogia ma swoje wady, ale mimo wszystko fajnie się ją oglądało – efekty, muzyka, klimat robiły robotę. Nowa trylogia faktycznie sprawiała wrażenie, że próbuje podążać za schematem i nostalgią, zamiast wyjść własną ścieżką. Kylo Ren wypadł trochę jak niezrównoważony nastolatek z nadludzkimi mocami, a Rey i jej historia faktycznie były miejscami mocno uproszczone.
OdpowiedzUsuńZabawne, że mimo całego krytycyzmu, wciąż doceniłaś Mroczne Widmo i prequele – dla mnie też mają swój specyficzny urok, nawet jeśli momentami dziwne. I faktycznie, niektóre sceny w nowej trylogii, jak ta z Rose, były tak absurdalne, że trudno to obronić.
Twoje oceny wydają się bardzo trafne – nie przesadzone, a jednocześnie pokazują realne różnice między trylogiami. Fajnie, że podeszłaś do tego tak „ludzko” i bez fanowskiego szału, tylko na chłodno. Dla mnie najważniejsze jest to, że widać, iż oglądanie Star Wars to dla Ciebie nie nostalgia, tylko faktyczne doświadczenie fabularne i estetyczne.
Masz ochotę może zrobić kiedyś listę najlepszych momentów w prequelach według siebie? Bo to by mogło być ciekawym kontrastem do oceny nowej trylogii.
Dziękuję za komentarz - zawsze też trochę raźniej jak ktoś zgadza się z twoją opinią. :D Staram się być jak najbardziej obiektywna, ale wiadomo, że w 100% to niemożliwe. :)
UsuńCiekawy pomysł, ale jak już to dopiero za jakiś czas, bo obecnie nadrabiam serię Obcego :)
I tak wysoko oceniłaś najnowszą trylogię - jak dla mnie mogłaby w ogóle nie powstać i ani trochę nie byłoby mi żal.
OdpowiedzUsuńGeneralnie się z tym zgadzam - uważam ją w takiej formie za absolutnie zbędną. Ale mam też w głowie, że widziałam gorsze filmy i ciężko mi wystawić im identyczną ocenę :D
Usuń