Podróżniczo #1 - Egipt, Marsa Alam cz. 1

W roku 2024 miałam okazję wyjechać do Egiptu, a dokładnie do Marsa Alam. Stresik mnie wtedy atakował nie tylko ze względu na mój pierwszy lot samolotem (widoki z samolotu są niesamowite) czy pierwszy wyjazd zagraniczny, ale zdążyłam się naczytać opinii o Egipcie zanim w ogóle pojawiła się opcja takiego wyjazdu. Proporcja to było jakieś 80% "nigdy więcej" do 20% "nie wiem, o co ludziom chodzi".  Ze swoją opinią usiadłabym tak pośrodku, bo jestem w stanie zrozumieć perspektywę obu stron. 


Spędziłam z Wybrankiem i jego rodziną tydzień w hotelu Novotel w formie wakacji "all inclusive". I mogę potwierdzić, że była różnica między drinkiem za darmo, a drinkiem za napiwek. Doświadczenia nie mam, więc strzelam, że to pewnie normalna procedura w większości tego typu przybytków. 😝 Hotel z zewnątrz całkiem ładny, a pokoje... no jak to pokoje. Jakieś poczucie większego standardu miałam w Polsce w hotelach z jedną gwiazdką mniej, ale nie umiem powiedzieć z czego to poczucie wynikało. Ale na szczęście była działająca klimatyzacja i codziennie dostawaliśmy wodę. 

Oczywiście jak zostawiło się napiwek, to miało się ręczniki ułożone w różnych kształtach, chociaż było mi trochę niezręcznie jak kiedyś zostawiłam spodenki z gatkami gdzieś na krześle i też to miałam poskładane. 😅 W ogóle całe szczęście, że nie byłam na tym wyjeździe sama, bo z moją zerową orientacją w terenie, nauczyłam się drogi z plaży do pokoju na ostatnie dwa dni pobytu.

Można powiedzieć, że hotel był na zadupiu. Wokół nie było nic oprócz piasku, wody i innych hoteli. I wcale nie była to zaleta, bo jeśli nie wykupiło się wycieczek, to mogłeś się kręcić tylko w dwóch miejscach: po hotelu i po plaży. Byłeś trochę jak więzień. Nie mam nic do koncepcji czystego lenistwa na takich wyjazdach, sami nawet zrezygnowaliśmy z jednej wycieczki, żeby po prostu odpocząć, ale cały tydzień bym tak nie wytrzymała. 


Jedzenie było w porządku plus chętnie chodziłam do ekspresu do kawy, który mógł mi zaserwować idealną proporcję cappuccino. Było szybkie śniadanko i w podróż po kraju. Wiadomo, że z tyłu głowy zawsze mieliśmy zemstę faraona i przygotowywaliśmy się do niej wcześniej probiotykami, ale ostatecznie nas to chyba nie do końca uratowało. Ja musiałam zaprzyjaźnić się z toaletą po sokach ze stołówki i tylko ja z naszej łącznie 6-osobowej ekipy miałam ten problem, chociaż szczęście w nieszczęściu nie cierpiałam przez ból brzucha, a wypad na tron był jednorazowy. Gorzej (dla reszty) było po naszej specjalnej kolacji, którą mieliśmy w ramach wyjazdu. Ja jako jedyna wybrałam inne danie niż reszta i tylko ja wyszłam z tej kolacji bez szwanku na układzie pokarmowym. Tak to polegli wszyscy, ale chociaż Wybranek przeszedł to najlżej.  

     



Muszę popsuć wizję tych, którzy myślą, że można tak po prostu wbiec z plaży do wody. Otóż nie - plaża mi wyznaczone strefy do pływania (a bardziej do siedzenia, bo były to płytkie miejsca) i nie są one wcale takie duże. I jest tak nie bez powodu, ale ten powód jest jak najbardziej zrozumiały: koralowce. Mnóstwo koralowców. Oczywiście codziennie znajdowali się kretyni, którzy nie rozumieli prostego przekazu, żeby po nich nie chodzić i budziło to we mnie jakąś dziką agresję, ale muszę się oswoić z myślą, że wielu rzekomo dorosłych ludzi nie dojrzało do akceptowania prostych zasad w obcych miejscach. 



Na końcu długiego molo można było doświadczyć snorkelingu i oglądać koralowce wraz z ławicami kolorowych rybek w głębinach. Ja się nie odważyłam z racji, że nie umiem pływać i ta głębia pewnie by mnie przeraziła, ale cieszę się, że chociaż Wybranek ma takie super wspomnienie. A z pewnością było super, bo ja wykorzystywałam maskę na tych płyciznach, gdzie też nie raz kręciły się mniejsze i większe ryby i już to robiło na mnie wrażenie. 

Siedząc na plaży i chowając się przed słońcem, a o dotkliwości tych temperatur powiem w innym poście, próżno było szukać całkowitego spokoju, bo prędzej czy później ktoś podchodził i coś ci proponował. A to wycieczka, a to snorkeling w jakiś innym miejscu, a to przejażdżkę konno po plaży (biedne konie, tam nawet nie ma kawałka cienia)... Nie było może aż tak nachalnie jak to niektórzy opowiadają, ale też nie było łatwo "pozbyć się" niechcianych gości. Jedynie na basenie był od tego spokój, ale na basenie zawsze było więcej osób niż na plaży, więc tam traciło się ciszę otoczenia i szum morza.

 

                                                     (mieliśmy chwilowego współlokatora)

Część hotelową mogę właściwie podsumować tak, że naprawdę było w porządku, ale drugi raz bym tam nie pojechała i nie ze względu na standard, obsługę czy coś w tym stylu, tylko po prostu pustka otoczenia wokół hotelu była dość przygnębiająca. Generalnie podróżując w tych okolicach bardzo często widzi się hotele w trakcie budowy. Usłyszeliśmy, że to po prostu element czystego zysku: budować tyle hoteli ile się da, wyeksploatować ile się da, a gdy przestanie się to opłacać, bo np. natura będzie już zniszczona, przenieść się w inne miejsce i zacząć proceder od początku. Zostawiło mi to pewien niesmak w głowie. 



Komentarze

  1. no niestety nie są to miejsca na spacery...zwiedzać można tylko podczas wycieczek z hoteli w pobliżu Marsa i jest dalej niż z Hurgady do Luksoru na przykład. następnym razem proponuję Kair :-) te hotele na pustyni są dla ludzi, którzy nie chcą ich opuszczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kair właśnie nam został, bo akurat nie było go w ramach wykupionej wycieczki. Odwiedziłabym Kair też dlatego, że podobno pozabierali tam mumie z Doliny Królów (jeśli mnie pamięć nie oszukuje). I fakt, miejsce dla ludzi, którzy nie lubią wycieczek. Generalnie Hurghada jest bardziej turystyczna, bo widzę, że mnóstwo Polaków tam jeździ? :p

      Usuń
  2. Z przyjemnością przeczytałam Twoją relację z Egiptu. Jestem zachwycona tym krajem i przede wszystkim zabytkami. Byłam dwa razy ale jakiś czas temu. Zobaczyłam niemal wszystkie najważniejsze zabytki i miasta: Kair, Aleksandrie, Abu Simbel, Luksor, Karniak, Gorę Dynak (dwa razy), Assuan, Sakkarę, Dolinę Królów i wiele innych miejsc...
    Egipt mogłabym odwiedzać i oglądać wielokrotnie.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że już bardzo dużo zobaczyłaś - taki Kair czy Aleksandria dalej przede mną. Obym miała jeszcze okazję nadrobić zaległości podróżnicze. Pozdrawiam! :)

      Usuń

Prześlij komentarz