Nienawidzę zimy

 Co roku, gdy zbliża się zima, ogarnia mnie niepokój i irytacja. Oczywiście jako dziecko uwielbiałam zimę, nawet jak musiałam iść gdzieś ze śniegiem po kolana - to był dla mnie szczyt dobrej zabawy, nawet jak kolejne kozaki miały popsuty zamek i śnieg wpadał do środka. 

To był jeszcze ten czas, gdy w zimie widziałam dużo sensu i przyjemności, bo śnieg spadł i trzymał się dłużej niż tydzień. Biały puch, pokrywający pola, i świecący jak diamenty od słońca, sprawiał mi wielką przyjemność. Nawet patrzenie na ślady zwierząt, szczególnie tych małych, wywoływało uśmiech. 

Ale lata mijały, zima teraz to bardziej ponury chłód, i moja nienawiść do tej pory roku zaczęła systematycznie rosnąć. 

Od 5 lat zima skutecznie obniża mój nastrój na długi czas, czasem wręcz do skrajnych przypadków. Ubieranie się o 5:00 do pracy czy nawet na krótkie wyjście do sklepu w kurtki, czapki, szaliki i ciężkie zimówki doprowadza mnie do szału, a śliskie, oblodzone powierzchnie dostarczają mi świetnej adrenaliny z samego rana. Podczas ostatnich świątecznych gołoledzi, gdy na szczęście musiałam iść tylko 29 do pracy, to o ile w mieście było znośnie, chociaż był kawałek, gdzie musiałam trzymać się płotu idąc pod górę, tak na mojej wsi modliłam się o przeżycie. Przynajmniej ani razu się nie wywróciłam, co uważam za ogromny sukces, bo 2 lata temu przewróciłam się tuż przy drzwiach do pociągu, do którego miałam wsiąść, i wstanie nie było wcale takie proste. 

Już nawet nie wspomnę o zamarzaniu w oczekiwaniu na pociąg, opóźnienia, ponad kilometrowa wycieczka z domu na stacje i w drugą stronę, błoto przy roztopach czy buszujące wokół choroby.   

Na początku grudnia planowałam kupić nakładki antypoślizgowe, ale potem uznałam, że jednak nie będą potrzebne - naiwna ja. Może też dlatego nienawidzę zimy - zarządzających miastami czy gminami interesują tylko kierowcy, a piesi są pozostawieni przeważnie sami sobie. Ja to ja, jestem jeszcze młoda i zdrowa, ale współczuję wszystkim starszym osobom czy innym, którzy mają utrudnione swobodne poruszanie się, bo dla mnie ta pora roku wygląda dla nich jak walka o przeżycie.

Ale w grach zimę uwielbiam (o ile nie mają wskaźnika zamarzania). Nie raz lubię pobierać zimowego moda do ATS/ETS 2 i tak sobie jeździć z włączonymi świątecznymi piosenkami. Ale ten klimat czuję tylko przed świętami. 😁 Może zima w grach daje mi tego posmaku zimy z dzieciństwa - dużo białego puchu, słońce, grube płatki śniegu, spadające z nieba czy wieczorne/nocne śnieżyce. Poczucie, że jest inaczej, niekoniecznie lepiej, ale inaczej. 

Chciałabym jeszcze odzyskać trochę sympatii do zimy, ale nie potrafię. Szybkie ściemnianie się i mało słońca dołuje i smuci. Mam nadzieję, że gdy z Wybrankiem ogarniemy swoje cztery kąty, a ja wpadnę w szał zimowych dekoracji i gorących czekolad leżąc pod kocykiem, to będzie nam weselej. 

PS. Całkiem zabawne, że 3 godziny po napisaniu tego postu zaczął intensywnie padać śnieg. 

Komentarze